Wolna czy jednak nie? Jak to jest z tą wolną wolą?

Kiedy na spotkaniu towarzyskim nagle zabraknie tematu do rozmowy, zawsze istnieje kilka dyżurnych haseł. Ożywioną dyskusję niewątpliwie wywoła komentarz dotyczący aktualnych wydarzeń na scenie politycznej, ale w tym przypadku istnieje ogromne ryzyko zepsucia miłej atmosfery. Znacznie mniej niebezpieczne jest rzucenie hasła “a wolna wola to właściwie jest czy nie?” Jeśli tylko w towarzystwie znajdzie się kilka osób lubiących intensywne dyskusje na tematy trudne do udowodnienia, można liczyć na długą, barwną wymianę argumentów, gdyż tak wśród naukowców, jak i filozofów chyba od zarania dziejów nie istnieje porozumienie w tej sprawie.

Wolna wola istnieje.

W zasadzie istnienie wolnej woli przyjmujemy niejako intuicyjnie. Jesteśmy przekonani, że każdy sam decyduje o tym, co zrobi i jak postąpi. Dlatego chociażby namawiamy dzieci do zachowywania się w taki, a nie inny sposób, ucząc je właściwych wzorców. Dlatego nagradzamy, kiedy są posłuszne i karcimy, kiedy zrobią coś złego. Wolna wola jest również podstawą istnienia prawa karnego. Jeśli bowiem chcemy ukarać kogoś za popełnienie przestępstwa, musimy założyć, że człowiek ten dokonał w pełni świadomego wyboru zanim podjął takie, a nie inne działanie. Gdyby nie miał wolnej woli, możliwości zadecydowania o swoim postępowaniu, jak można byłoby wymierzyć mu karę? Dlatego w niektórych przypadkach powołuje się biegłych psychiatrów, których zadaniem jest ocena czy oskarżony podczas popełniania czynu zabronionego znajdował się w pełni władz umysłowych. Jeśli okazuje się, że jego zdolności do kontrolowania swojego zachowania były ograniczone, stanowi to podstawę do zastosowania zmniejszonego wymiaru kary. Jak jednak postąpić w przypadku, gdyby wolna wola nie istniała? Czy wówczas można byłoby w ogóle mówić o winie? Czy morderca pozbawiony wolnej woli miałby cieszyć się wolnością?

Perspektywa kary za niewłaściwe uczynki jest tak stara, jak cywilizacja. Nie istnieje chyba system wierzeń, w którym nie przewidziano by jakieś formy poniesienia odpowiedzialności za swoje czyny – czy to “na tamtym świecie”, czy w następnym wcieleniu. W chrześcijaństwie i islamie mamy piekło, w judaizmie Gehennę – specjalne miejsce w szeolu, gdzie cierpią potępieni – w wierzeniach starożytnych Greków był Tartar, a u dawnych Egipcjan dusze niegodne przebywania w krainie wiecznej szczęśliwości po prostu zjadał Ammit, demon o wyglądzie krokodylo-hipopotamo-lwa. W Mezopotamii bogowie karali ludzi za przewinienia jeszcze za życia, zsyłając choroby lub klęski żywiołowe. Skoro zatem człowiek może postępować dobrze lub źle, oznacza to, że ma przed sobą wybór. A zatem – ma wolną wolę i to jedynie od niego zależy, którą drogę wybierze. Wygląda więc na to, że instynktownie wiemy, że mamy kontrolę nad sobą, swoim życiem i – do pewnego stopnia – nad swoim otoczeniem.

A co na to nauka? Przede wszystkim nauka niezbyt chętnie zajmuje się pojęciami, które nie zostały dokładnie zdefiniowane, a do takich właśnie należy wolna wola. Niemniej jednak pojawiło się kilka prób rozstrzygnięcia tej kwestii. Tematu do przemyśleń dostarczyły wyniki przeprowadzonego na szczurach badania zależności między aktywnością fizyczną a wytwarzaniem w mózgu związku zwanego BDNF (ang. brain-derived neurotrophic factor, neurotroficzny czynnik pochodzenia mózgowego), który stymuluje regenerację starych i powstawanie nowych neuronów. Gdy zwierzęta biegały w swoich kołowrotkach, ich mózgi rzeczywiście produkowały więcej BDNF. Okazało się jednak, że sam ruch to jeszcze nie wszystko. Szczury, które były zmuszone do biegania, wytwarzały znacznie mniej tej neurotrofiny, niż te, które były przekonane, że ćwiczą z własnej, nieprzymuszonej woli.

Niby chodzi tylko o szczury, ale naukowcy wiedzą, że zwierzęta te są bardzo dobrymi modelami. Wykorzystują je do badań nad materią tak subtelną, jak zdolności poznawcze, choroby neurodegeneracyjne czy depresja. Ich mózgi, choć znacznie mniejsze od naszych, funkcjonują jednak w podobny sposób. Skoro zatem szczurom robi różnicę czy są do czegoś zmuszane, czy też wykonują daną czynność, bo po prostu chcą, to wydaje się, że ludziom tym bardziej. Zwolennicy istnienia wolnej woli traktują te wyniki jako argument przemawiający za ich poglądami.

Wróćmy jednak do ludzi. Czerpiąc z doświadczeń osób chorych można uznać, że wolna wola nie tylko istnieje, ale także odgrywa naprawdę istotną rolę w codziennym życiu. W mózgu obecne są systemu odpowiedzialne za kontrolowanie motoryki ciała. Do sprawnego działania potrzebują one danych dotyczących propriocepcji – zmysłu pozwalającego na czucie własnego ciała i określanie położenia każdej jego części. To dzięki propriocepcji jesteśmy w stanie podrapać się po plecach czy też sięgnąć po kubek z herbatą i napić się, obserwując jednocześnie akcję filmu na ekranie telewizora. Niekiedy w wyniku choroby zmysł propriocepcji ulega uszkodzeniu. Wówczas życie całkowicie się zmienia. Chory musi na nowo nauczyć się kontrolować swoje ciało. Wiele osób dotkniętych taką przypadłością wyznawało, że walcząc z własnymi członkami doznawało czegoś, co można określić “poczuciem woli”.

Wolna wola nie istnieje.

Jest jednak druga strona medalu. Już w starożytnych wierzeniach pojawiało się przeznaczenie. Starogreckie tragedie ukazywały losy bohaterów bezskutecznie usiłujących walczyć ze swym fatum. W niektórych systemach religijnych występują do dziś wszechwiedzące bóstwa. Skoro zatem każdy czyn człowieka jest z góry “zapisany”, to czy istotnie może on mieć jakikolwiek wybór?

W latach 80. XX wieku naukowiec z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco, Benjamin Libet, przeprowadził pionierskie badania, które miały na celu sprawdzić, jak działa mózg człowieka podczas podejmowania prostej decyzji. Za swoje badania zastał jako pierwszy nagrodzony wirtualną nagrodą Nobla w dziedzinie psychologii na Uniwersytecie w Klagenfurcie, „za swoje pionierskie osiągnięcia w eksperymentalnym badaniu świadomości, inicjacji działania i wolnej woli”. Zainspirowały go wyniki innego naukowca, Hansa Kornhubera, który odkrył, że dobrowolny (inicjowany samodzielnie przez badanego) ruch palcem wskazującym poprzedzony jest nagłym skokiem potencjału czynnościowego, czyli wyładowaniami elektrycznymi w neuronach kory ruchowej.

Benjamin Libet postanowił sprawdzić, jak wyniki te mają się do momentu podejmowania decyzji o wykonaniu ruchu. Wykorzystał w tym celu metodę neuroobrazowania za pomocą EEG (elektroencefalografu), ukazującego aktywność mózgu w postaci wykresu fal mózgowych. Ochotnicy mieli zapamiętać pozycję kropki na tarczy oscyloskopu w momencie, gdy w ich umyśle po raz pierwszy pojawiła się chęć poruszenia palcem lub nadgarstkiem. Okazało się, że odkryta przez Kornhubera “iskra” za każdym razem poprzedzała moment świadomego podjęcia decyzji o całe pół sekundy.

Późniejsze dekady przyniosły podobne eksperymenty, z wykorzystaniem coraz bardziej zaawansowanych metod obserwacji pracy ośrodkowego układu nerwowego. Funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMRI), wykrywający zwiększenie przepływu krwi w aktywnych obszarach mózgu, wykazał, że można przewidzieć decyzję, jaką podejmie ochotnik, nawet z jeszcze większym wyprzedzeniem. W 2008 roku John-Dylan Haynes z Bernstein Center for Computational Neuroscience Berlin poprosił uczestników badania, by nacisnęli przycisk prawą lub lewą ręką. Obserwując aktywność bardzo niewielkiej grupy, bo zaledwie 256 neuronów, można było w 80% przypadków przewidzieć, która dłoń zostanie wykorzystana, i to na 7 sekund zanim pacjent świadomie się na to zdecyduje. Podobnie było w roku 2013, kiedy ten sam neurobiolog obserwował osoby podejmujące decyzję o tym, jakie działanie wykonają na prezentowanych im liczbach: dodawanie czy odejmowanie. Haynes wiedział, jaki będzie wynik na 4 sekundy przed tym, jak ochotnicy uświadomili sobie własną decyzję.

Wygląda więc na to, że to nie “wola” inicjuje nasze działania. Gdyby bowiem tak było, w każdym z tych trzech eksperymentów moment decyzji powinien poprzedzać aktywność w korze ruchowej. Jak więc powstaje “świadomość” podjęcia danej decyzji?

Z pomocą przychodzi wiedza uzyskana podczas badania osób z uszkodzonym spoidłem wielkim. Struktura ta, nazywana również ciałem modzelowatym, łączy obie półkule mózgu. Niezliczone włókna nerwowe przechodzą przez nią, przewodząc impulsy nerwowe w obie strony i umożliwiając ośrodkom znajdującym się po stronie lewej wymianę informacji z tymi, które są po stronie prawej. W latach 60. XX wieku zaczęto stosować komisurotomię, czyli zabieg przecięcia spoidła wielkiego i rozdzielenia półkul, jako metodę terapii w przypadku ciężkich form epilepsji, nie poddających się innym sposobom leczenia. Początkowo wydawało się, że ta, skądinąd spora, ingerencja w strukturę mózgu nie wpływa w żaden negatywny sposób na funkcjonowanie pacjentów. Dopiero dalsze badania ujawniły zaskakująca prawdę.

Najbardziej obrazowe przykłady konsekwencji rozdzielenia półkul mózgu uzyskano podczas eksperymentów, w których pacjentom po komisurotomii wyświetlano w różnych częściach pola widzenia słowa lub obrazy i proszono ich, by używając lewej ręki wybrali spośród leżących na stole rysunków ten, który najbardziej pasuje do tego, co zobaczą. Po prawej stronie pola widzenia pokazano pacjentowi kurzą łapkę, zaś po lewej – zaśnieżone podwórko. Pacjent bez wahania sięgnął lewą ręką po rysunek łopaty do śniegu. Zapytany o powód, odparł, że łopata świetnie nadaje się do sprzątania kurnika. Jednak rzeczywista przyczyna była inna.

Warto w tym miejscu wspomnieć, jak mózg odbiera informacje o otaczającym nas świecie. Obraz z lewego oka dociera przede wszystkim do prawej półkuli i odwrotnie. Jednakże obie półkule “dzielą się” otrzymanymi danymi za pośrednictwem spoidła wielkiego. Kiedy więc jest ono przecięte, prawa półkula nie wie, co widzi prawe oko, a lewa – co widzi lewe. Prawa półkula kontroluje lewą połowę ciała, a lewa półkula – prawą część. Tak więc lewa ręka pacjenta kontrolowana była przez prawą półkulę mózgu – tę, która widziała zaśnieżone podwórko. Dlatego otrzymała polecenie chwycenia łopaty do śniegu. Skąd jednak tak dziwaczne wyjaśnienie? Otóż, w lewej półkuli znajdują się ośrodki mowy. Bez spoidła wielkiego nie mogły dotrzeć do nich informacje z prawej półkuli, otrzymały więc dane jedynie z lewej półkuli (i prawego oka, widzącego kurzą łapkę). Pacjent nie mógł zatem powiedzieć, że prawym okiem zobaczył śnieg. W rzeczywistości nie był nawet tego świadomy. Jednakże lewa półkula mózgu pełni także funkcję interpretatora rzeczywistości. Skoro więc ujrzała kurzą łapkę, a następnie łopatę do śniegu w dłoni pacjenta, wykonała błyskawiczną analizę i wymyśliła logicznie brzmiące wyjaśnienie.

Wróćmy jednak do pacjentów Libeta i Haynesa. Nie zostali oni wprawdzie poddani zabiegowi komisurotomii, ale również i u nich mogła zadziałać potrzeba uzasadnienia tego, co się stało – faktu, że w takim a nie innym momencie z jakiegoś powodu zauważyli, że będą wykonywać ruch. Czyżby mózg w pewnym momencie po prostu stał się świadomy tego, że przygotowuje się do kiwnięcia palcem, naciśnięcia przycisku lub wykonania działania arytmetycznego? Jeśli tak, “wolna wola” służyłaby jedynie uzasadnieniu nagłego pojawienia się impulsu do podjęcia danej czynności.

Zwolennicy poglądu wykluczającego istnienie wolnej woli przypominają także, że nie żyjemy w próżni. Nasze otoczenie obfituje w najrozmaitsze bodźce, które wpływają na reakcje naszego ciała. Przykładowo: obniżenie temperatury powietrza w miejscu, gdzie przebywamy powoduje zwężenie naczyń krwionośnych w skórze, powstanie gęsiej skórki i nastroszenie włosków pokrywających ciało. Procesy te nie mogłyby zajść, gdyby w ośrodkowym układzie nerwowym nie zostały aktywowane odpowiednie ośrodki. Działają one jednak poza naszą świadomością, nie podejmujemy decyzji o tym, jak poruszać np. włoskami na rękach. Skoro zatem część struktur mózgu działa sama z siebie, nie potrzebując do tego impulsów pochodzących właściwie nie wiadomo skąd, dlaczego tym samym prawom nie miałyby podlegać pozostałe ośrodki, odpowiedzialne za poruszanie się czy też nawet za zdolności poznawcze.

Na nasze decyzje wpływa przecież mnóstwo czynników. Są nimi wcześniejsze doświadczenia, obecne plany i zamiary, ale istnieje również wiele elementów, z których istnienia i znaczenia w ogóle nie zdajemy sobie sprawy. Najprostszym przykładem będą tu działania marketingowe, z którymi każdy ma styczność wielokrotnie w ciągu dnia. Specjaliści od reklamy wykorzystują coraz bogatszą wiedzę o funkcjonowaniu ludzkiego umysłu i na tej podstawie przygotowują coraz to nowsze strategie. Czy więc dokonując wyboru pomiędzy dwoma podobnymi produktami na pewno sami podejmujemy decyzję, świadomie analizując wszystkie informacje o tych przedmiotach?

Według poglądów psychologa Daniela Wegnera tak wolna wola, jak i poczucie własnego “ja” jest jedynie iluzją, choć bardzo oporną na wszelkie empiryczne dowody przeczące jej istnieniu. Jest ona uwarunkowana przez fakt, że działania są zgodne z myślami, a myśli występują przed podjęciem działania. Ponieważ często nie jesteśmy świadomi istnienia czynników, które kazały nam postąpić w ten, a nie inny sposób, na pytanie “dlaczego tak zrobiłeś?” udzielimy odpowiedzi “bo chciałem”. Wegner jest zdania, że iluzja wolnej woli odegrała jednak olbrzymią rolę w ewolucji naszego gatunku i rozwoju cywilizacji. Gdyby nie ona, ludzie nie byliby w stanie funkcjonować w społeczeństwie. Wrażenie sprawczości rodzi poczucie odpowiedzialności za własne czyny. Umożliwia też komunikowanie własnych intencji oraz dokonywanie przewidywań własnych zachowań. Możliwa jest również społeczna kontrola nad zachowaniem jednostki.

Wolna wola istnieje?

Benjamin Libet przeprowadził jeszcze jeden eksperyment. Tym razem polecił jednak ochotnikom przygotować się do ruchu palcem lub nadgarstkiem, ale w ostatniej chwili mieli oni powstrzymać się od jego wykonania. Podobnie jak wcześniej, mierzono aktywność mózgów uczestników. Od momentu świadomej decyzji do wykonania ruchu upływało 200 milisekund. Ta chwila w zupełności wystarczała, aby ochotnicy mogli powstrzymać się przed działaniem. Zatrzymanie czynności, określane przez badacza jako “funkcja weta”, następowało ok. 100 milisekund po podjęciu decyzji.

Nawet więc jeśli brak miejsca dla wolnej woli w przypadku samej inicjacji ruchu, to pole do popisu znajduje ona właśnie w obrębie tych 200 milisekund. Uaktywnia się zatem wówczas, gdy postanowimy jednak czegoś nie robić. Wynika z tego fakt, że należałoby zmienić samą tradycyjnie pojmowaną koncepcję wolnej woli. Instynktownie bowiem rozumiemy ją jako “wolę czynienia”, a więc jako niewiadomego pochodzenia impuls, aby podjąć określone działanie. Jednakże rezultat eksperymentów Libeta wskazuje na to, że jest ona raczej “wolą nieczynienia”. Zwolennicy “duchowego” pochodzenia wolnej woli powinni docenić to, że nieznane jest obecnie miejsce, w którym powstaje impuls powodujący “funkcję weta”, a więc zatrzymujący organizm już po podjęciu decyzji.

Za taką koncepcją wolnej woli przemawia również istnienie działań automatycznych, będących bezpośrednim skutkiem oddziaływania konkretnego bodźca. Refleksyjne, szybkie reakcje na nieprzewidziane okoliczności mogą nie wiązać się z powstaniem w mózgu skokiem potencjału czynnościowego, jak w przypadku reakcji dobrowolnej. Ewentualnie skok ten może być tak nieznaczny, że nie jest możliwe jego zarejestrowanie. Być może dlatego właśnie mózg nie jest go świadomy – nie jest generowane poczucie woli – i nie może zapobiec wykonaniu takiej czynności. Dodatkową kwestią jest występowanie zaburzeń funkcjonowania układu nerwowego. Osoby cierpiące na zespół Tourette’a mimowolnie wykonują ruchy głową lub rękami, czemu towarzyszą niejednokrotnie tiki wokalne – mimowolnie wypowiadane słowa lub nawet całe zdania. Niekiedy usiłują powstrzymywać się, jednak często nie przynosi to efektu. W tym przypadku są oni świadomi tego, że ich mózg i ciało “chcą” wykonać daną czynność, jednak ich wolna wola jest zbyt słaba, by uruchomić “funkcję weta”.

Wygląda więc na to, że pojęcie “wolnej woli” należałoby zastąpić pojęciem “samokontroli”. Zdobywa to uzasadnienie choćby w sytuacji, gdy jesteśmy w stanie świadomie odmówić sobie sięgnięcie po smakowicie wyglądającą babeczkę z kremem, gdy jesteśmy na diecie. Podobnie dzieje się, gdy musimy wytrzymać jeszcze minutę lub dwie w kolejce do toalety. Dzięki samokontroli możemy oprzeć się impulsom związanym z zaspokajaniem pierwotnych potrzeb. Naukowcy argumentują, że bez tej właśnie zdolności możliwy jest proces realizacji celów, który stanowi aktywność intencjonalną, zgodną… no cóż, z własną wolą. Gdyby bowiem nasze zachowanie determinowane było jedynie przez te najprostsze instynkty, czy bylibyśmy zdolni do poświęcenia chwilowej przyjemności (np. zadowolenia z pochłonięcia pysznej babeczki) dla mglistego pomysłu, który ziści się być może dopiero za kilka miesięcy (np. osiągnięcie wymarzonej sylwetki)? Kontrola własnych popędów pozwala nam również funkcjonować w społeczeństwie, gdyż każdego dnia wielokrotnie musimy przyjąć kompromisy, nie zawsze dla nas satysfakcjonujące.

Omówione przykłady dotyczą jednak tylko sytuacji, gdy wybór jest bardzo prosty: ruszyć palcem lub nie, dodawać lub odejmować, nacisnąć guzik prawą czy lewą ręką. W rzeczywistości podejmujemy decyzje często o wiele bardziej skomplikowane, a proces zastanawiania się potrafi trwać nawet latami (np. wybór kierunku studiów). Co zatem dzieje się w mózgu przez cały ten czas, gdy wybieramy pomiędzy różnymi opcjami? Czy decyzja stopniowo ewoluuje gdzieś głęboko w naszej psychice, czy też pojawia się w jednym momencie, tuż przed tym, jak uświadomimy sobie jej podjęcie? Niewątpliwie na jej podjęcie mają wpływ nasze przeszłe doświadczenia i zdobyta wiedza. Czy jednak istnieje możliwość przewidzenia nie tylko prostego ruchu palca, ale także całego naszego życia?

Odpowiedzi na te pytania, wyczerpujące i satysfakcjonujące odpowiedzi, nie pojawią się jeszcze pewnie przez długie lata, jeśli nie dziesięciolecia lub wieki. Choć metody neuroobrazowania są coraz dokładniejsze i chociaż coraz lepiej poznajemy funkcje naszego ośrodkowego układu nerwowego, wciąż nie wiemy za wiele o tych sferach, które zwyczajowo utożsamiane są z “duszą”. I tak jak średniowieczni anatomowie poszukiwali w obrębie ciała ludzkiego siedziby duszy, dzisiejsi neurolodzy z całkowitą powagą starają się zlokalizować coś, co można by nazwać ośrodkiem świadomości, a także szukają biologicznych podstaw wolnej woli. Tych problemów nie udało się rozwiązać od tak dawna, że wydaje się, iż już nigdy nie dowiemy się, czym jest świadomość, jak działa umysł (ten intuicyjnie oddzielany od tak prozaicznych wyładowań elektrycznych i reakcji chemicznych w neuronach) i czy wolna wola tak naprawdę istnieje. Nieco pocieszająca jest w tym wszystkim myśl, że nasz mózg powstał po to, aby zapewnić nam przetrwanie, a nie po to, abyśmy go zrozumieli. Bez względu więc na to, czy kiedykolwiek znajdziemy ośrodek świadomości, wolnej woli, czy nawet duszy, on i tak będzie działał, pobudzając nas do dobrowolnego rozwiązywania zagadek naszej fizjologii.

 

PRZECZYTAJ TEŻ:


Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.