Przytulane dzieci mogą żyć dłużej

Zimny wychów to pojęcie z dziedziny hodowli bydła. Jest to metoda utrzymywania cieląt polegająca na umieszczaniu ich wkrótce po urodzeniu w osobnych boksach z półotwartymi domkami, w których panuje temperatura zbliżona do tej na zewnątrz. Dzięki temu patogenne mikroorganizmy namnażają się znacznie słabiej niż w tradycyjnych budynkach, w których wentylacja często pozostawia wiele do życzenia. Zmniejsza się również ryzyko przenoszenia chorób między zwierzętami. Dzięki stosowaniu tej metody cielęta są zdrowsze i odporniejsze, co wiąże się z niższymi kosztami ich utrzymania.

Mianem “zimnego wychowu” określa się również strategię wychowania dzieci, która stała się dość popularna w latach 70. i 80. XX wieku. Polegała ona na uczeniu dziecka dyscypliny, m.in. poprzez system kar fizycznych, przy jednoczesnym unikaniu bliskości – zbyt częstego brania na ręce, przytulania czy chwalenia za osiągnięcia. W taki sposób traktować należało już niemowlęta, aby uniknąć ich nadmiernego rozpieszczenia. Wiele badań naukowych potwierdziło, że takie podejście rodziców wiąże się z późniejszymi zaburzeniami u dzieci, już w ich dorosłym życiu. Naukowcy z Loma Linda University w Stanach Zjednoczonych postanowili zbadać wpływ “zimnego wychowu” na tempo starzenia się organizmu, określane na podstawie długości telomerów.

W latach 60. XX wieku wykazano, że nie tylko cały organizm, ale także jego pojedyncze komórki podlegają procesowi starzenia się. W ciele człowieka, a także każdego wielokomórkowego zwierzęcia czy rośliny, występują dwa rodzaje komórek: macierzyste i zróżnicowane. Pierwsze z nich mogą dzielić się w nieskończoność, dzięki czemu umożliwiają rozwój organizmu, szczególnie w okresie zarodkowym. Część z nich przekształca się w komórki zróżnicowane, przystosowane do pełnienia konkretnych funkcji. One także mogą się jeszcze dzielić, dzięki czemu poszczególne narządy mają pewną zdolność do regeneracji. Jednakże, w przeciwieństwie do macierzystych, mają one przed sobą jedynie określoną liczbę podziałów – u ludzi ok. 50. Podczas każdego z tych podziałów obie komórki potomne otrzymują pełną kopię DNA. Aby było to możliwe, musi ono zostać najpierw zduplikowane. Odpowiada za to enzym nazywany polimerazą DNA, który przyłącza się do nici kwasu deoksyrybonukleinowego i, nukleotyd po nukleotydzie, tworzy wierną kopię.

I tu właśnie jest haczyk – polimeraza DNA nie może rozpocząć pracy od pierwszego nukleotydu (“litery” kodu genetycznego), musi przyłączyć się do nici DNA w innym miejscu, choć blisko jej początku. To tak, jakby kopista przepisywał książkę, pomijając kilka pierwszych stron, a potem pięćdziesięciu następnych postępowało dokładnie w taki sam sposób. W końcu książka straciłaby mnóstwo istotnej treści i nie nadawałaby się do niczego. Podobnie byłoby z DNA, gdyby nie mechanizm zabezpieczający. Na każdym końcu nici DNA znajdują się fragmenty nazywane telomerami. Nie zawierają one genów ważnych z punktu widzenia funkcjonowania komórki, są jedynie swego rodzaju buforem chroniącym informacje zapisane w DNA. Ulegają skróceniu z każdym podziałem komórki, a gdy stają się zbyt krótkie, komórka obumiera. Nieunikniony koniec pomaga odwlec inny enzym – telomeraza, która potrafi odbudować skrócone telomery. Jest najbardziej aktywna w komórkach macierzystych, dlatego też mogą one dzielić się bez ograniczeń. W komórkach zróżnicowanych działa nieco mniej sprawnie, a jej wydajność spada wraz z wiekiem.

Istnieje wiele czynników, które mogą wpływać na aktywność telomerazy, a tym samym – na długość telomerów. Zespół z Loma Linda University postanowił sprawdzić, czy styl wychowania również może być jednym z nich. W tym celu przebadano ok. 200 osób w wieku od 50 do ponad 80 lat. Ustalono długość ich telomerów, a także poddano analizie inne czynniki, które mogłyby mieć na nią wpływ, w tym wykształcenie, styl życia, wartość wskaźnika masy ciała (BMI). Uczestników poproszono też o opisanie sytuacji w domu rodzinnym w ciągu pierwszych 15 lat ich życia, w odniesieniu do każdego z rodziców lub opiekunów. Do wyboru dano im trzy opcje opisujące ich styl rodzicielski: “ciepły i pełen zrozumienia dla mnie”, “nieco chłodny i odseparowany” oraz “stale nieobecny w naszym domu”.

Otrzymane przez naukowców wyniki pozwoliły stwierdzić, że istnieje znaczna różnica między telomerami dzieci ciepłych i wyrozumiałych rodziców oraz tych chłodnych – u drugiej grupy były one krótsze średnio aż o 25%. Jest to zgodne z wcześniejszymi doniesieniami mówiącymi, że stres we wczesnym okresie życia wiąże się ze skróceniem tych końcowych odcinków DNA w życiu dorosłym.

Co ciekawe, zaobserwowana korelacja między skróceniem telomerów i stylem wychowawczym rodziców był najsilniejsza wśród osób z niższym wykształceniem, a także u tych, których wartość BMI wskazywała na nadwagę lub otyłość. Sugeruje to, że zarówno prawidłowa masa ciała, jak i studia mogą do pewnego stopnia stanowić ochronę przed niekorzystnym wpływem “chłodnego” rodzicielstwa. Ponieważ jednak przebadano stosunkowo niewielką populację, należy poczekać z wyciąganiem jednoznacznych wniosków, aż dostępne będą wyniki dotyczące większych i bardziej zróżnicowanych grup.

Źródło:
Knutsen R., Filippov V., Knutsen S.F., Fraser G.E., Lloren J., Juma D., Duerksen-Hughes P., Cold parenting is associated with cellular aging in offspring: A retrospective study. Biological Psychology 2019

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.