małpa

Przedmioty na mnie patrzą – czyli dlaczego wszędzie widzimy twarze

Obserwując przód samochodu, trudno oprzeć się wrażeniu, że światła, atrapa chłodnicy i zderzak tworzą twarz. Co więcej – twarze widzimy też w innych przedmiotach: budynkach, plecakach, kasownikach w komunikacji miejskiej. Wystarczą dwa podobne elementy położone na jednej linii (okna, kieszonki, lampki) i trzeci pośrodku, nieco niżej, aby przedmiot zyskał niemalże ludzkie oblicze. Dlaczego jednak widzimy twarze nawet tam, gdzie w rzeczywistości ich nie ma?

Emocje – genialny wynalazek ewolucji

Zwierzęta żyjące w stadach muszą się między sobą komunikować. Dzięki temu jeśli jedno z nich zauważy niebezpieczeństwo, informację tę przekazuje pozostałym. Z punktu widzenia przetrwania gatunku niezbędne jest, aby odbyło się to jak najszybciej. Dlatego też ewolucja wyposażyła zwierzęta, a także człowieka, w emocje. Są one reakcją na bodźce ze środowiska i sygnalizują konieczność podjęcia konkretnych działań. Np. obserwowany u kogoś smutek albo strach jest sygnałem, że powinniśmy unikać sytuacji, w której ta osoba się znalazła.

Odczuwanie emocji jest automatyczne, niezależne od naszej woli. Do pewnego stopnia automatyczne są też reakcje emocjonalne. Kiedy coś nas przerazi, podskakujemy lub krzyczymy, zanim jeszcze zdążymy podjąć decyzję o tym, jak się zachować. Nawet jednak jeśli zapanujemy nad takimi reakcjami, rzadko kiedy udaje się nam w stu procentach kontrolować własną twarz. To na niej maluje się wszystko, co odczuwamy i to z niej w bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem czerpiemy aż 55% informacji.

Niektóre emocje nazywamy uniwersalnymi, co oznacza, że mogą je rozpoznać u siebie wzajemnie nawet osoby należące do izolowanych od siebie kręgów kulturowych. Są to przede wszystkim: strach, smutek, radość, zdziwienie, obrzydzenie oraz pogarda. Wydaje się, że te emocje są kluczowe dla przekazywania informacji o grożącym niebezpieczeństwie.

Już Karol Darwin, ojciec teorii ewolucji, stwierdził, że ekspresja emocji u ludzi jest dziedzictwem ewolucyjnym i jest w zasadzie podobna do analogicznych zachowań u zwierząt. Skoro więc się wykształciła, to niezbędne było równoległe powstanie systemu pozwalającego na jej odczytywanie. Czy jednak tylko my, ludzie, sygnalizujemy emocje za pomocą twarzy? Oczywiście, że nie.

Co mówią twarze zwierząt?

Za przykład niech posłużą nam owce. Choć są od nas zupełnie inne, to jednak, podobnie jak my, są gatunkiem społecznym, żyjącym w dużych stadach i mają dobrze rozwinięty zmysł wzroku. Okazało się, że one również rozróżniają „twarze”. Na tej podstawie potrafią rozpoznać różne gatunki owiec czy płeć osobników należących do jednego gatunku. Rozróżniają też osobniki należące do ich stada od obcych. Co więcej, kiedy pokazywano im dwa zdjęcia tego samego osobnika, z których jedno było nieco przerobione w programie komputerowym, owce dostrzegały te różnice.

Wachlarz emocji malujący się na owczych „twarzach” nie jest zbyt imponujący – jest to wyłącznie strach. Wystraszona owca wytrzeszcza oczy tak, że widać ich białka, rozszerza nozdrza i spłaszcza uszy. Przeprowadzono eksperyment, podczas którego prezentowano owcom zdjęcia innych owiec, z których część nie okazywała emocji, a część okazywała strach. Badane zwierzęta w 80% wybierały zdjęcia osobników spokojnych.

Małpy także wyrażają emocje poprzez mimikę twarzy, głównie za pomocą oczu i ust. Na te właśnie elementy zwracają też uwagę, obserwując twarze innych osobników. Badając makaki przy użyciu metod czynnościowego obrazowania mózgu, odkryto w ich korze mózgowej coś, co można nazwać systemem wykrywania twarzy. Są to grupy neuronów, które reagują wyłącznie wówczas, kiedy makak ogląda obraz twarzy. Co więcej, wydaje się, że funkcjonowanie tego systemu jest u małp wrodzone. Potwierdzają to eksperymenty, podczas których małe małpki wychowywano w izolacji od społeczeństwa, a więc w warunkach, w których nie mogły one obserwować twarzy innych małp czy ludzi. W żaden sposób nie upośledzało to jednak zdolności ich rozpoznawania: małpki szybko zapamiętywały twarze innych małp i ludzi i rozpoznawały je przy oglądaniu zdjęć.

System rozpoznawania twarzy

U ludzi wydaje się być podobnie. Także w naszych mózgach, w obrębie płata skroniowego znajduje się struktura zwana zakrętem wrzecionowatym. Znajdują się tam komórki nerwowe, które – podobnie jak u makaków – automatycznie reagują na obrazy twarzy i działają już u noworodków.

Już kilka godzin po przyjściu na świat noworodki chętniej wodzą wzrokiem za obrazkami przedstawiającymi twarze niż za podobnymi w kształcie i rozmiarze obrazkami ich nie przedstawiającymi. W drugiej dobie życia są wyraźnie zainteresowane twarzą osoby strojącej różne miny, przy czym zainteresowanie to mija, jeśli kilka razy z rzędu powtórzy się ten sam grymas. Może to świadczyć o zdolności maluchów do różnicowania wyrazów twarzy. Potrafią one też w pewnym stopniu naśladować mimikę dorosłych – otwieranie ust oraz wysuwanie języka. W wieku 10 tygodni niemowlęta odróżniają twarze różnych osób i, oglądając różne zdjęcia, preferują twarz matki. Na jej twarzy są w stanie rozpoznać niektóre emocje, takie jak szczęście, smutek i gniew. Cztero- lub pięciomiesięczne dzieci potrafią już rozpoznać te emocje na twarzach różnych osób. Doskonalenie percepcji twarzy trwa do 10. roku życia. Sprzyja mu, oczywiście, kontakt z osobami o wyraźnej mimice.

Za hipotezą, że rozpoznawanie twarzy i malujących się na niej emocji jest procesem automatycznym i nieświadomym, przemawiają też wyniki badań przeprowadzonych w latach 90. XX wieku. Badanym prezentowano zdjęcia twarzy jako bodźce podprogowe – wyświetlano je zbyt krótko, aby mogli oni świadomie je obserwować. Okazało się, że już ekspozycja trwająca zaledwie 4 milisekundy wystarczyła, aby badani byli w stanie określić czy emocje rysujące się na obserwowanej twarzy są pozytywne czy negatywne. Dłuższa, choć wciąż podprogowa, trwająca od 8 do 32 milisekund ekspozycja pozwala na rozpoznanie złości, smutku, strachu, obrzydzenia i radości.

Znany jest też przypadek 52-letniego lekarza, który w krótkim odstępie czasu doznał dwóch udarów mózgu. W ich wyniku w obu półkulach uszkodzona została kora wzrokowa – miejsce, do którego docierają i w którym są analizowane informacje wzrokowe z siatkówki oka. Podczas badań przeprowadzonych kilka miesięcy później nie potrafił dostrzec ruchu, koloru czy nawet źródła silnego światła, nie rozpoznawał figur geometrycznych ani innych obiektów – nastąpiła u niego całkowita ślepota korowa. Mimo to bardzo często potrafił rozpoznać emocje pokazane na rysunkach twarzy: złość, strach, szczęście i smutek. Funkcjonalne obrazowanie za pomocą rezonansu magnetycznego wykazało, że gdy patrzył on na twarz wyrażającą złość, strach lub smutek, wzrastał przepływ krwi w jego prawym ciele migdałowatym.

Ciało migdałowate to niewielka struktura w naszym mózgu, która ma kluczowe znaczenie w powstawaniu naszych własnych emocji, a także w rozpoznawaniu emocji innych ludzi. W rozwoju ewolucyjnym pojawiło się ono bardzo wcześnie, jeszcze przed rozwojem kory nowej, z której zbudowana jest większość naszego mózgu. Ciało migdałowate otrzymuje informacje o środowisku zewnętrznym jeszcze zanim zdążą one dotrzeć do kory nowej, w której moglibyśmy je świadomie przeanalizować. Ponieważ zaś reakcje emocjonalne w dużej mierze zależą właśnie od niego, pojawiają się niemal natychmiast i są niezależne od naszej woli. Dotyczy to zwłaszcza wyrazu twarzy.

Na czym głównie skupiamy uwagę, obserwując twarze? Główne elementy to oczy i usta. Interesujemy się nimi już kilka dni po urodzeniu. Patrzą na nie też małpy, kiedy oceniają emocje innego osobnika. Oczywiście u ludzi to, w które części twarzy wpatrujemy się najintensywniej, zależne jest w pewnym stopniu od kręgu kulturowego, w którym zostaliśmy wychowani. Na przykład studenci z Wielkiej Brytanii częściej patrzą na oczy i usta, zaś studenci z Japonii skupiają wzrok raczej na nosie. Łatwo to zrozumieć wiedząc, że w Japonii długi i bezpośredni kontakt wzrokowy jest traktowany jako niestosowny.

Pareidolia – na czym to polega?

Wróćmy w tym momencie do początkowego pytania: dlaczego widzimy twarze nawet tam, gdzie ich nie ma? Emocje rysujące się na twarzy są reakcją na bodźce ze środowiska zewnętrznego. Obserwacja wyrazu twarzy innych osób umożliwia nam zdobycie informacji, dzięki którym możemy unikać zagrożeń. Dlatego też w naszym mózgu powstał system rozpoznawania twarzy, dzięki któremu wiemy, na co mamy zwracać szczególną uwagę. Ponieważ zaś obserwujemy głównie oczy i usta, ich charakterystyczny układ (dwa podobne elementy w jednej linii i trzeci niżej, pośrodku) aktywują ten system.

Dlatego, kiedy następnym razem zauważymy, że jakiś przedmiot ma twarz, nie martwmy się. Nie oszaleliśmy ani nie popadamy w paranoję. Widzimy wszędzie twarze, bo nasz mózg jest do tego zaprogramowany.


Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.