Pijani adrenaliną, czyli o poszukiwaczach mocnych wrażeń

Wśród znajomych z pewnością znajdziesz takich, którzy nie mogą usiedzieć na miejscu, którzy szukają ciągle nowych wrażeń, często ekstremalnych. Jeśli należysz do tej samej grupy, nie szukasz usprawiedliwienia dla takiego zachowania, jeśli jednak wolisz długie spacery czy spokojny wieczór z lampką wina, nie możesz zrozumieć po co podejmować zbędne ryzyko dla chwili zabawy? To, jak lubimy spędzać czas, zależy od funkcjonowania naszych mózgów. Osoby spokojne nigdy więc nie zrozumieją potrzeby dawkowania sobie silnych bodźców, a fanów sportów ekstremalnych na próżno przekonywać, że bezpieczniej będzie zostać w domu.

Neurobiologia ryzyka

Potrzeba aplikowania sobie adrenaliny jest wynikiem procesów zachodzących w mózgu, a dokładniej spadku genetycznego. Jest za to odpowiedzialna substancja, zwana oksydazą monoaminową, której poziom jest znacznie niższy u osób silnie pobudzonych. Oksydaza to enzym, który oddziałuje na przekaźniki monoaminowe, w tym na dopaminę, serotoninę i norepinerfynę. Niski poziom oksydazy to większa ilość przekaźników, czego efektem jest pobudzenie określonych ośrodków w mózgu, tzw. obszarów nagrody. Mózg takich osób zachowuje się w taki sam sposób, jak gdy spotka ich jakaś gratyfikacja, np. pochwała, prezent czy premia. Powoduje to dobre samopoczucie, uczucie satysfakcji, ale i motywuje do dalszego działania i utwierdza nas w przekonaniu, że to co robimy, robimy dobrze.

U osób szukających silnych wrażeń ośrodki te są pobudzone niemal nieustannie, a dostarczane przez nich bodźce powodują, że ich mózgi zachowują się jakby cały czas były nagradzane. Może się to przełożyć na większą impulsywność i emocjonalność. Niski poziom oksydazy monoaminowej jest przekazywany w genach. Zjawisko to częściej dotyczy mężczyzn. Poza genetyką wpływ ma tu jeszcze środowisko, w jakim się wychowujemy, wzorce i bodźce dostarczane nam w tym czasie. Jeśli nasi rodzice są himalaistami, istnieje duża szansa, że nasze zainteresowania również pójdą w tym kierunku. Po pierwsze z uwagi na wysokie prawdopodobieństwo odziedziczenia niskiego poziomu oksydazy, po drugie z uwagi na zachowania, jakie w nas kształtują, wspólne wycieczki w góry, obserwowanie przygotowań do wyprawy itp.

Dostarczanie sobie tak silnych bodźców w połączeniu z wysiłkiem fizycznym, pozostawia ślad w naszych mózgach. Może przyspieszyć jego pracę w zakresie instynktownych reakcji o ponad 80%. Przeprowadzone pod okiem profesora Vincenta Walsha z University College w Londynie na sportowcach testy fizyczne i umysłowe, których zleceniodawcą była firma Dunlop, pokazały, że osiągają oni duże lepsze wyniki w zadaniach, które wymagają pracy kory ciemieniowej, od osób, które sportów ekstremalnych nie uprawiają. Kora ciemieniowa odpowiada m. in. za szybkość reakcji.

W badaniach brało udział pięciu sportowców ekstremalnych – wielokrotny zwycięzca wyścigów motocyklowych Isle of Man TT John McGuinness, mistrz wspinaczki swobodnej Leo Holding, kierowca wyścigowy Sam Bird, Alexander Polli wykonujący skoki w kombinezonie do szybowania (wingsuit) oraz złota medalistka skeletonu i bobsleju Amy Williamsi, i tyle samo osób nieuprawiających tego typu sportów. Poddano ich testom, które narażały ich na duży wysiłek i stres. Jedno z zadań wymagało rozpoznawania szybko zmieniających się kształtów i wzorów, po poddaniu badanych wcześniejszemu stresowi fizycznemu. Reakcje sportowców były szybsze o ok. 82%. Wynik badań, osiągnięty w warunkach laboratoryjnych jest ciekawostką, jednak w sytuacjach ekstremalnie trudnych taki czas reakcji może decydować o sukcesie, a nawet o przeżyciu.

Do you want to get high (on mountains)?

Czytając wspomnienia z wysokogórskich wspinaczek możemy natknąć się na historie o niezrozumiałym zachowaniu współtowarzyszy, halucynacjach, osłabieniu i niepanowaniu nad własnych ciałem. We fragmencie dziennika jednego ze wspinaczy z wyprawy na Dhaulagiri w 2008 roku – obóz II (6850 m) czytamy

„…jeden z Czechów wybił mi dalsze schodzenie z głowy. Poszedłem przywiązany do niego z powrotem do obozu drugiego. Trwało to wieczność, nie wiedziałem, kto prowadzi mnie do góry, miałem wątpliwości, czy zna drogę, bałem się. Ja nie rozpoznawałem drogi, którą wybraliśmy – okulary zamarznięte, sople zwisające z nosa. W oddali zobaczyłem płonące namioty i wtedy przypomniało mi się, że chyba nie wyłączyłem maszynki do gotowania. Przeraziłem się. Po chwili okazało się, że to nie płomienie, ale od wewnątrz oświetlone czerwone i pomarańczowe tropiki namiotów obozu II…”.

Frank Smyth pisał natomiast, że podczas wyprawy na Mount Everst w1933 roku miał wrażenie, że ktoś mu towarzyszy. Uczucie to było na tyle silne, że dzielił na dwie porcje swojego jedzenia, z których jedna była przeznaczona dla nieistniejącego partnera.

Mimo tego himalaiści nie mogą żyć bez gór, stale tam wracają, narażając swoje zdrowie i życie. Podobnie nurkowie głębinowi, którzy podczas nurkowania na głębokość 40-50 metrów doznają tzw. ekstazy głębin, zwanej również narkozą azotową. Pod wpływem wysokiego ciśnienia, zwiększa się stężenie azotu we krwi, który w normalnych warunkach neutralny, zaczyna oddziaływać na ośrodkowy układ nerwowy. W efekcie nurek osiąga stan podobny do upojenia alkoholowego. Odczuwa euforię, wzmożoną pewność siebie, jednocześnie spada jego zdolność koncentracji, oceny sytuacji oraz pogarsza się koordynacja ruchowa. Efektem może być popełnianie błędów, co w takich warunkach miewa katastrofalne skutki. Takie same objawy występują podczas nieodtlenienia, które jest główną przyczyną śmiertelności wśród wspinaczy wysokogórskich. Aktualnie większość z nich wspina się na szczyt z pomocą tlenu, co minimalizuje ryzyko związane z euforią będącą wynikiem niedotlenienia.

Ekstremalne obciążenia

Wejście na taką wysokość nie jest możliwe bez wcześniejszej aklimatyzacji, podczas której cały organizm przyzwyczaja się do funkcjonowania w gorszych warunkach, w rozrzedzonym powietrzu. Wejście bez przygotowania skutkowałoby utratą przytomności i śmiercią w ciągu kilku minut. Jednak mimo wszystko wiele osób ciągle podejmuje ryzyko związane ze wspinaczką na takich wysokościach. Najważniejsze jest, aby mieli oni świadomość, jakie objawy powoduje skrajne nieodtlenienie i zareagowali jak najszybciej. Objawia się ono zaburzeniami pamięci, uwagi, osłabieniem refleksu, spowolnieniem psychoruchowym, chwilową utratą wzroku i słuchu. Procesy zachodzące w mózgu na skutek niedotleniania mogą pozostawić w nim trwały ślad.

Najbardziej wrażliwymi obszarami są kora mózgowa i hipokamp, odpowiedzialne między innymi za pamięć. Pionierskie badania w tym zakresie prowadził polski naukowiec Zdzisław Ryn. W latach siedemdziesiątych opublikował wyniki obserwacji dokonanej na trzydziestu alpinistach wspinających się od wielu lat, między innymi powyżej 7000 metrów bez użycia dodatkowego tlenu. Kilka tygodni po wyprawie można było u nich zauważyć zaburzenia zachowania oraz problemy z pamięcią. Zmiany w mózgu jedenastu uczestników badania były widoczne przy użyciu badania EEG, czterech z nich miało natomiast trwale uszkodzoną korę mózgową. Wnioski te potwierdzili amerykańscy badacze, którzy na początku lat osiemdziesiątych spędzili trzy miesiące na wysokości między 5400 a 8848 metrów. Problemy z wyrażaniem myśli, pamięcią, koordynacją ruchową były u nich widoczne jeszcze wiele miesięcy po powrocie z wyprawy. W literaturze naukowej znaleźć można wiele tego typu przykładów.

Nie ma określonego czasu ani wysokości, które byłyby bezpieczne dla mózgu himalaistów, ponieważ każdy z nich reaguje inaczej. Na jednego wysokość 6000 metrów może mieć wpływ taki jak 8000 na innego. Mimo, iż osoby uprawiające sport i wspinaczkę będą lepiej przystosowane do tak ekstremalnego wysiłku, a ich mózgi dłużej będą funkcjonowały prawidłowo, od mózgów osób, które wspinaczki nie uprawiają, to granica między euforią osiąganą po dojściu do celu a tą, która pojawia się na skutek niedotlenienia jest bardzo krucha.

Odpowiednia dawka stresu

Mózgi osób dozujących sobie silnie wrażenia poprawiają pewne odruchy, które są u nich silniejsze niż u osób spokojnych, w tych szybkość analizowania i podejmowania decyzji oraz ryzyka. Wielość bodźców oraz szybkość ich odbierania przez mózg nie daje dużo czasu na analizę, a jeśli bodźce te są powtarzalne, mózg uczy się na nie odpowiednich reakcji, które później wdraża automatycznie. Widać to np. u rajdowców, których czas reakcji na nieprzewidzianą sytuację na drodze jest nieporównywalnie szybszy niż u normalnego kierowcy. Reakcje te mogą być przyspieszone, jeśli sportowcy są poddawani fizycznemu stresowi. Działa on na nich mobilizująco, poprawia koncentrację, ponieważ mają świadomość, że najmniejszy błąd może mieć tragiczne konsekwencje.

Regularne poddawanie się działaniu ekstremalnych sytuacji spowoduje, że reakcje na nie będą się przyspieszać i polepszać. Nowo wytworzone wówczas połączenia mózgowe mogą okazać się przydatne w codziennym życiu, np. kiedy nasza szybka reakcja zapobiegnie wypadkowi drogowemu. Warto więc dawkować sobie silne wrażenia, należy jednak pamiętać, aby robić to z umiarem.


Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.