Koronawirus? Nie dajmy się zwariować!

To nie jest kolejny sensacyjny tekst o koronawirusie. Nie znajdziecie tu magicznych recept na zdrowie ani apokaliptycznych przepowiedni. To rzetelne kompendium aktualnej wiedzy na temat samego CoV-2 jak i wirusów w ogóle. O tym jak się chronić i bronić oraz w jakich kierunkach zmierzają badania naukowe, a wszystko to w przystępnej formie. Bez hurra-optymizmu i zbędnego czarnowidztwa, za to ze zdrowym rozsądkiem i odrobiną humoru.

Wirusy były tutaj pierwsze.

Z cząstek podobnych do dzisiejszych wirusów powstały pierwsze komórki i rozpoczęło się życie, a z nim ewolucja. A wirusy trwały. Infekowały i wykorzystywały do replikacji komórki sinic, pierwszych bezkręgowców, dinozaurów, a teraz także nasze. To właśnie zdolność do replikacji przy użyciu komórek organizmu nosiciela sprawiła, że ciągle są z nami i wciąż pojawiają się nowe. Czasem wystarczy bowiem tylko jeden osobnik (nie infekowanego wcześniej gatunku), który z jakiegoś powodu ulegnie zakażeniu, by teraz to jego komórki zaczęły produkować wirusy. Jako że do tego celu wykorzystywane są struktury i mechanizmy bezpośrednio powiązane z DNA, prawdopodobieństwo, że następne pokolenie (choć właściwie raczej “następna partia”) będzie dostosowane do infekowania nowego nosiciela, staje się bardzo duże.

Dlaczego wirusy przychodzą do nas z Azji?

Nie ma nic dziwnego w tym, że nowe patogeny docierają do nas z najbardziej przeludnionej części Ziemi. Choć dla niektórych nieprawdopodobne może wydawać się to, że wystarczył jeden chory zwierzak by rozpocząć pandemię, to należy pamiętać, że tego zwierzaka minęły na bazarze, w ścisku, tysiące ludzi, którzy zaraz potem kontaktowali się z kolejnymi tysiącami. Jeśli dodać do tego niezmiennie towarzyszącą przeludnieniu biedę, a wraz z nią niedożywienie skutkujące spadkiem odporności, mamy idealną receptę na “pacjenta zero”. Wziąwszy pod uwagę poziom mobilności dzisiejszych społeczeństw, liczba potencjalnych nosicieli szybko sięga miliardów. Pytanie nie brzmi więc czy, ale kiedy pojawi się nowy, groźny wirus. Dlatego już dziś warto zbierać wiedzę i doświadczenia, bo mogą one zadecydować o naszej przyszłości.

Poznaj swego wroga.

Wirusy to cząstki zakaźne, informacja genetyczna zamknięta w białkowej otoczce. Siejący grozę koronawirus swą nazwę zawdzięcza kształtowi otoczki właśnie, okrągłej i z wypustkami, która na zdjęciu przypomina koronę. Wirusy nie oddychają, nie jedzą, nie rozmnażają się, nie wydalają, nie żyją – replikują się. Potrzebują do tego komórki żywego organizmu, do której wnikają i zamieniają ją w fabrykę swoich kopii.

Drogi zakażenia

Do przeniesienia wirusa potrzebny jest najczęściej kontakt z zawierającym wirusa płynem ustrojowym. Czasem, jak w przypadku wirusa HIV, praktycznie niezbędny do zakażenia jest kontakt krew-krew, czasem wystarczy, że do naszego organizmu z powietrza dostanie się kropelka zawierającej wirusy cieczy. Może to być kropelka śliny, wody skroplonej z naszego oddechu czy gliceryny z e-papierosa. Wirusy rozprzestrzeniające się drogą kropelkową są więc najbardziej zaraźliwe.

Kropelki z wirusami osiadają też na różnych powierzchniach, a kontakt z nimi może prowadzić do przeniesienia patogenu. Jednak nadal wirus musi się dostać do wnętrza organizmu. Nie potrafi przenikać przez skórę, więc potrzebna jest mu do tego błona śluzowa lub ewentualnie rana – wrota zakażenia. 

Trwałość wirusa

Badania amerykańskiego Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych wykazały, że trwałość nowego wirusa na powierzchniach różni się w zależności od ich rodzaju, ale generalnie jest większa niż w powietrzu. W zawieszonych drobinach już po godzinie połowa wirusów traciła zdolność do infekowania, a przed upływem trzech godzin ostatnie z nich przestawały być groźne. Osadzone na powierzchni zachowywały potencjał zakaźny od 4 godzin w przypadku miedzi, przez dobę na powierzchni kartonowej, nawet do 3 dni w przypadku plastiku i stali nierdzewnej. Oczywiście we wszystkich przypadkach z czasem ilość niebezpiecznych cząstek wirusowych coraz bardziej spadała.

Co znaczą te wszystkie skróty?

Poświęćmy jeszcze chwilę, by wyjaśnić pewne zawiłości nazewnictwa, z którym spotykamy się przez ostatnie tygodnie. SARS-CoV-2 – oto imię wirusa, z którym obecnie przyszło nam się zmierzyć. Skrót pochodzi od angielskiego severe acute respiratory syndrome coronavirus 2, co w tłumaczeniu na polski oznacza “koronawirus zespołu ostrej niewydolności oddechowej 2”. Cyfrę 2 dodano, aby odróżnić go od  znanego już SARS-CoV, czyli wirusa, który w latach 2002-2003 spowodował epidemię SARS – zespołu ostrej niewydolności oddechowej. Do sław wśród koronawirusów należy jeszcze MERS-CoV, czyli koronawirus powodujący MERS – bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej (po angielsku: Middle East respiratory syndrome). COVID-19 to natomiast choroba powodowana przez SARS-CoV-2. Po angielsku: coronavirus disease, po polsku: choroba spowodowana przez koronawirusa. Liczba 19 oznacza rok 2019, w którym po raz pierwszy ją zaobserwowano.

Jak się chronić?

Przede wszystkim nie dajmy się zwariować. Różne koronawirusy są ciągle obecne wokół nas,  a cztery z nich powodują zwykłe przeziębienie! Ten jest oczywiście groźniejszy, ale nie jest też narzędziem apokalipsy. Jak na razie zdrowy rozsądek okazuje się być najskuteczniejszy w walce z epidemią. Przyjrzyjmy się więc różnym postawom, faktom i mitom, i postarajmy się zachować zdrowy rozsądek właśnie.

Maseczki

Maseczki chronią innych przed nami, nie nas przed innymi. Prosta maseczka z włókniny, nawet o niezbyt gęstym splocie zatrzyma większość kropelek wydostających się z naszych ust podczas kaszlu. Nie zabezpieczy jednak przed cyrkulującymi od godziny, maleńkimi drobinami wilgoci, które mogą dostać się do naszych ust, nosa czy nawet oka albo osiądą na skórze skąd my je dalej przeniesiemy. Żeby zyskać taką ochronę, należałoby wyposażyć się w kombinezon na całe ciało. Biorąc pod uwagę szybujące ceny nieskutecznych maseczek, wielorazowy i skuteczny, choć niemodny OP1 – strój ochronny znajdujący się na wyposażeniu wojska – może okazać się dla niektórych kuszący. Szczególnie, że kosztuje niewiele więcej niż niektóre maseczki.

Rękawiczki

Rękawiczki także nie chronią nas przed zakażeniem. Przynajmniej nie bezpośrednio. Rękawiczki chronią przede wszystkim powierzchnie, których dotykamy przed pozostawieniem na nich wirusów. W drugą stronę to tak nie działa. Wirusy nie przedostają się przez skórę. Osiadłe na dłoni, nie ważne czy w rękawiczce, czy nie, muszą nadal zostać przeniesione do wrót zakażenia – najczęściej okolic ust. Rękawiczki zakładamy więc przed kontaktem z potencjalnie niebezpieczną powierzchnią po czym natychmiast zdejmujemy i wyrzucamy, pamiętając o tym, że nie wolno nam dotknąć zewnętrznej powierzchni rękawiczek, która mogła mieć kontakt z wirusem. Dokładnie taki sam efekt, przy mniejszym zużyciu tworzyw sztucznych, osiągniemy odkażając lub dokładnie myjąc ręce po kontakcie z tą samą powierzchnią.

Higiena

I tak dotarliśmy do kwestii higieny. Informacji o tym jak należy myć ręce i jak jest to ważne – choć słusznych i zbawiennych – jest wokół aż nadto. Spójrzmy jednak na różne, stosowane przez nas płyny odkażające. Wiele z nich to płyny przeciwbakteryjne – zawierają więc środki, które zabijają bakterie właśnie. Wirusa nie da się zabić, bo on wcale nie żyje. Wirusa trzeba fizycznie zniszczyć działając stężonym alkoholem lub wodą utlenioną. Roztwór wody utlenionej w etanolu z dodatkiem gliceryny to zalecany przez WHO, prosty i przede wszystkim skuteczny środek odkażający (Instrukcję, jak go przygotować znajdziesz tutaj). Dobrym pomysłem jest przygotowanie sobie odkażającej chusteczki. Bawełnianą szmatkę nasączamy dużą ilością spirytusu i zamykamy w torebce strunowej lub innym, szczelnym opakowaniu. Tak przygotowaną ściereczkę możemy zabrać ze sobą i użyć do odkażenia rąk czy powierzchni w każdej sytuacji. Skóra naszych dłoni nie będzie tym raczej zachwycona, lecz dostępne na rynku, łagodniejsze dla rąk, jednorazowe chusteczki są nieskuteczne, gdyż zawierają alkohol w zbyt małym stężeniu.

Alkohol

Właśnie: alkohol. Wielu ucieszyła informacja, że jest w stanie zniszczyć wirusa. Jednak stosowany doustnie, szczególnie ten wysokoprocentowy, raczej obniża odporność. Podtruty etanolem organizm jest dużo łatwiejszym celem dla wszelkich patogenów. Czosnek także nie chroni przed zakażeniem, ponieważ zawiera związki bakteriobójcze, nieskuteczne względem wirusów. Konsumpcja dużych jego ilości może co najwyżej wpłynąć pozytywnie na ograniczenie bliskich kontaktów międzyludzkich.

Wszystko zależy od nas

Podsumowując: najważniejsze to zapobiec dostaniu się wirusa do miejsca, z którego będzie mógł wniknąć do wnętrza ciała. Wymaga to przede wszystkim uważności przy codziennych czynnościach. Nie bez powodu wśród zakażonych mężczyzn jest bardzo wielu brodaczy. Nawyk skubania brody czy wąsów zapewnia wirusom wiele okazji do skutecznego przeskoku z dłoni do ust. Groźne mogą być też plastikowe torebki na pieczywo, które za nic nie chcą się rozdzielić i aż się prosi, żeby poślinić palec. Palacze odpalający papierosa po wyjściu ze sklepu czy tramwaju także narażają się na przeniesienie wirusa z dłoni na wargi. Najważniejszym i jednocześnie najtrudniejszym z zadań, jakie przed nami stoją, jest więc zmiana własnych nawyków. Mając nadzieję, że nie na zawsze, pamiętajmy że możemy w ten sposób uratować sobie lub innym życie.

Na koniec należałoby podkreślić, że wirus SARS-CoV-2 nie powoduje kataru i bardzo rzadko w przebiegu choroby pojawia się biegunka. Zapasy papieru toaletowego są więc absolutnie zbędne.

Nie popadajmy w panikę!

Coraz to pojawiają się nowe dane dotyczące śmiertelności chorych zarażonych koronawirusem. Często, w zależności od źródła, bardzo różne. Wynika to z faktu, że wyliczenia oprzeć można na stosunku liczby zgonów do liczby wykrytych przypadków lub do szacowanej (dużo większej) liczby zarażonych. W zależności od przyjętej metody wynik jest wyższy lub nieco niższy od śmiertelności zwykłej, sezonowej grypy. Inaczej jednak niż w przypadku grypy wygląda statystyczny rozkład zgonów i ciężkich powikłań wśród różnych grup wiekowych. W przypadku grypy najbardziej narażone są dzieci oraz osoby starsze. Za to SARS-CoV-2 wydaje się omijać najmłodszych. W Chinach, gdzie zagrożenie ma się już ku końcowi, nie zanotowano ani jednego przypadku śmierci dziecka, a ciężki przebieg choroby odnotowano tylko u niewielkiego odsetka. Generalnie aż do 50 roku życia bieżąca śmiertelność nie sięga nawet 0,5%. Jednak u osób w podeszłym wieku może przekroczyć 20%.

Jak właściwie zabija koronawirus?

Otóż sam w sobie nie jest szczególnie groźny. Szkody powodowane jego obecnością są znikome w porównaniu do tych, jakie wyrządzić może niekontrolowany rozwój stanu zapalnego. To zbyt gwałtowna reakcja naszego organizmu na nowy patogen bywa czasem śmiertelna. Vineet Menachery – wirusolog z uniwersytetu w Teksasie – zobrazował to prostym porównaniem: “To tak jakby policja do awantury domowej wysyłała antyterrorystów, którzy wejdą razem z drzwiami.”

Pierwsze objawy pojawiają się gdy wirus dotrze do dróg oddechowych. Wykorzystuje tam do replikacji komórki nabłonka uszkadzając je, co wywołuje stan zapalny. Ten z kolei powoduje podrażnienie pobliskich nerwów, które stają się nomen-omen nerwowe jak kobieta z PMS-em i wystarczy jedna, mała drobinka kurzu by wywołać awant… kaszel. Wtedy też najłatwiej jest rozsiać infekcję, gdyż często nie zdajemy sobie jeszcze sprawy z powagi sytuacji.

Zaczyna się robić niebezpieczne, gdy infekcja sięga głębiej, aż do pęcherzyków płucnych. Gdy ulegną one zakażeniu bronią się wydzielając płyn surowiczy. “Podtopienie” wywołuje stan zapalny i dalsze wydzielanie płynu. W ten sposób rozwija się zapalenie płuc. Jeśli nie zdołamy go powstrzymać, wypełnione cieczą pęcherzyki płucne nie są w stanie dostarczyć wystarczającej ilości tlenu do krwioobiegu, ani odprowadzić dwutlenku węgla. Pojawia się stan ostrej niewydolności oddechowej, który jest najczęstszą przyczyną śmierci z powodu COVID-19.

Badania nad poprzednim wirusem SARS wykazały, że nIe tylko płuca są narażone na ataki koronawirusa. Infekcja może się przenieść także na inne narządy. W trakcie choroby zainfekowane mogą zostać także komórki błony śluzowej jelit, komórki odpornościowe, komórki nerek czy nawet neurony naszego mózgu. Wszędzie tam, gdzie dotrze wirus może rozpocząć się tzw. “kaskada cytokin” – samonapędzający się proces nadmiernego rozwoju odpowiedzi immunologicznej. Jak więc się bronić przed takim zagrożeniem?

Co ze szczepionką?

Idealnym rozwiązaniem byłoby opracowanie szczepionki. To właśnie dzięki szczepieniom udało nam się praktycznie wyeliminować choroby, które dawniej zbierały obfite żniwo: ospę prawdziwą (o 30% śmiertelności), polio, odrę czy gruźlicę. Prace nad szczepionką, która powstrzyma SARS-CoV-2 ruszyły pełną parą. W Stanach Zjednoczonych rozpoczęły się pierwsze testy z udziałem ludzi. Będzie w nich uczestniczyć 45 osób, którym zostanie podana wersja nie zawierająca koronawirusa. W tej chwili chodzi bowiem o sprawdzenie czy preparat nie wywoła niekorzystnych efektów ubocznych. Na podobnym etapie są Chińczycy, którzy do końca roku podadzą szczepionkę 108 ochotnikom. Badania prowadzone są również przez firmy z Niemiec i Rosji. Choć przedstawiciele niektórych z nich zakładają, że ich produkty będą gotowe już latem lub jesienią, specjaliści z WHO prognozują, że do pacjentów szczepionki trafią nie wcześniej niż za rok lub półtora.

Czy będzie lekarstwo na koronawirusa?

Nowy koronawirus jest… No cóż, nowy. Dlatego obecnie nie dysponujemy specyficznymi lekami, które mogłyby go zniszczyć, gdy znajdzie się już w organizmie. Być może wkrótce się to zmieni. We Wrocławiu udało się bowiem rozpracować enzym o nazwie proteaza SARS-Cov-2 Mpro, który jest kluczowy dla przeżywalności tego wirusa. Dokonał tego zespół pod przewodnictwem prof. Marcina Drąga, we współpracy z prof. Rolfem Hilgenfeldem z Lubeki w Niemczech. Prof. Hilgenfeld miał niebagatelny wpływ na wygaszenie epidemii SARS na przełomie lat 2002 i 2003. Obecnie połączone siły polsko-niemieckie pracują nad stworzeniem inhibitora proteazy SARS-CoV-2 Mpro. Dezaktywacja tego enzymu sprawi, że wirus po prostu przestanie działać. Publikacja wyników otrzymanych przez zespół prof. Drąga jest obecnie recenzowana, ale jej preprint trafił już do naukowców na całym świecie. Dzięki temu mogą oni już teraz rozpocząć własne badania nad lekarstwem.

Może już coś mamy…

Na szeroką skalę prowadzone są również badania dotyczące możliwości zastosowania leków już obecnych na rynku. Gdyby okazało się, że któryś z nich jest skuteczny przeciwko COVID-19, jego wprowadzenie do leczenia trwałoby znacznie krócej niż w przypadku zupełnie nowej substancji. Wynika to z faktu, że leki, które już weszły do powszechnego użytku nie muszą przechodzić przez wszystkie fazy badań klinicznych – wystarczy potwierdzić ich skuteczność na nowym polu.

Chlorochina…

Do takich właśnie leków należy chlorochina (dostępna pod nazwą handlową Arechin). Obecnie stosuje się ją w leczeniu malarii i chorób autoimmunologicznych, w tym reumatoidalnego zapalenia stawów. Wiadomo, że działa ona immunomodulująco, czyli reguluje pracę układu odpornościowego, konkretnie poprzez zmniejszanie produkcji niektórych mediatorów stanu zapalnego. Utrudnia też wirusom – w tym retrowirusom i koronawirusom – przedostanie się do wnętrza komórki. Chlorochina wykazuje też kilka innych mechanizmów działania, ale na chwile obecną nie wiadomo, który z nich ma znaczenie w walce z SARS-CoV-2. Polski Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych 13. marca wydał decyzję, na mocy której chlorochina może być stosowana jako „leczenie wspomagające w zakażeniach koronawirusami typu beta takimi jak SARS-CoV, MERS-CoV i SARS-CoV-2”.

…czy Remdesivir?

Spore nadzieje budzi również remdesivir, obecnie stosowany w leczeniu gorączki krwotocznej Ebola. Jest on analogiem adenozyny. Co to oznacza z perspektywy leczenia? Remdesivir włącza się do nowo powstającego RNA koronawirusa i sprawia, że produkcja nowych jego łańcuchów staje się mniej wydajna. Spowalnia to proces namnażania się wirusa w komórkach i może ułatwić zapanowanie nad infekcją. W Chinach i Korei trwają także badania nad możliwością zastosowania rybawiryny, lopinawiru, rotynawiru i interferonu-alfa, które obecnie wykorzystuje się w leczeniu zakażeń HIV i innymi wirusami.

Póki co, wciąż brakuje leku, który celowałby bezpośrednio w SARS-CoV-2 i skutecznie zapobiegał wywoływanemu przez niego zapaleniu płuc. Dlatego też stosuje się przede wszystkim leczenie objawowe.

A co na to tradycyjna medycyna chińska?

“Chińcyki trzymają się mocno”

Wydaje się, że tradycyjny chiński system ziołolecznictwa nigdy nie jest bezradny. Nawet wówczas, gdy “zachodnia” medycyna rozkłada ręce, chińscy znawcy zielarstwa mają coś do powiedzenia. Tak jest i teraz. Brakuje specyficznych leków konwencjonalnych, a niektóre z nich mają bardzo niekorzystne skutki uboczne, jak niedokrwistość przy stosowaniu rybawiryny czy przedłużone oczyszczanie organizmu z cząsteczek wirusa w przypadku kortyzonu wykorzystywanego do zmniejszenia stanu zapalnego. Wszystko to sprawiło, że lekarze w Chinach – gdzie po raz pierwszy uderzył SARS-CoV-2 – sięgnęli po arsenał ziół, których właściwości opisano już tysiące lat temu. Nie wybierali jednak na oślep. Podając pacjentom mieszanki ziołowe, kierowali się wiedzą uzyskaną podczas epidemii SARS i MERS, a więc chorób powodowanych przez wcześniejsze odmiany koronawirusów. Formuły oparte na tradycyjnej medycynie chińskiej otrzymało ponad 85% osób, u których potwierdzono infekcję nowym koronawirusem. 

Ziołami w wirusa

Pojawiające się już od początku bieżącego roku publikacje naukowe świadczą o intensywnych poszukiwaniach skutecznego protokołu ziołowego, który jak najefektywniej pomógłby pacjentom z COVID-19. W artykułach znaleźć można rośliny takie jak: tarczyca bajkalska, traganek błoniasty, rdestowiec ostrokończysty, dzięgiel chiński czy magnolia lekarska. Wszystkie one stosowane były w szpitalach, w połączeniu z  konwencjonalnymi lekami. Do końca lutego bieżącego roku rozpoczęto 50 badań klinicznych, mających na celu ocenę skuteczności i bezpieczeństwa leków ziołowych, których skład zaczerpnięto z tradycyjnego ziołolecznictwa. 14 z nich prowadzonych jest w celu zbadania efektu terapii skojarzonej, wykorzystującej zarówno zioła, jak i leki konwencjonalne.

Skąd tak dobre efekty?

Co łączy wykorzystywane zioła? Po pierwsze, wszystkie są immunomodulatorami. Wyniki badań naukowych potwierdziły, że pomagają zmniejszyć stan zapalny, którego nadmierny rozwój – jak już wiemy – może być bardzo niebezpieczny. Oczywiście leczenie nie może polegać jedynie na wyciszaniu odpowiedzi układu odpornościowego. Rośliny stosowane w leczeniu COVID-19 pomagają zwiększyć liczebność oraz aktywność białych ciałek krwi, a więc tych komórek, które stają do walki z patogenami atakującymi organizm. Są wśród nich makrofagi, które pożerają bakterie i wirusy, a także limfocyty. Limfocyty T niszczą zainfekowane komórki, w których odbywa się produkcja nowych wirusów, natomiast limfocyty B wytwarzają przeciwciała, które bezpośrednio unieszkodliwiają mikroskopijnego najeźdźcę. Co więcej, wyniki przeprowadzonych dotychczas badań wskazują na to, że niektóre związki biologicznie czynne zawarte w tych ziołach mogą spowalniać tempo namnażania się SARS-CoV-2 i utrudniać jego cząsteczkom wnikanie do kolejnych komórek. Dożyliśmy więc czasów, gdy formuły pochodzące z tradycyjnej chińskiej medycyny stają się nie tylko lekami, ale przede wszystkim uznanymi środkami profilaktyki w środowisku medycznym.

Podsumowując: co możemy zrobić?

Z pandemią walczą przede wszystkim lekarze i inne osoby wykonujące zawody medyczne, naukowcy oraz rządy poszczególnych krajów – o nich przynajmniej słychać w wiadomościach. W sytuacji zagrożenia, w jakiej z całą pewnością się znaleźliśmy, trudno jest siedzieć z założonymi rękami i liczyć na to, że skoro wirus sam się pojawił, to i sam zniknie. Chcielibyśmy wiedzieć, co my – zwykli zjadacze chleba – możemy zrobić, żeby pomóc sobie i naszym bliskim przetrwać ten trudny czas w dobrym zdrowiu. 

Powtórzmy zatem jeszcze raz, w jaki sposób możemy chronić siebie i innych przed koronawirusem:

  1. Myjemy ręce wodą z mydłem przez co najmniej 20 sekund. Powinno to być pierwsze, co robimy po przyjściu do domu. Jeśli nie możemy umyć rąk, korzystamy z płynów lub żeli do dezynfekcji.
  2. Dezynfekujemy przedmioty i powierzchnie, których często dotykamy, np. klamki, telefony, blaty, piloty do telewizorów.
  3. Nie dotykamy twarzy. Nie drapiemy się, nie dłubiemy w nosie, nie obgryzamy paznokci. Szczególnie, kiedy jestesmy poza domem.
  4. Zasłaniamy usta podczas kichania lub kaszlu. I robimy to zgięciem łokcia, nie dłonią.
  5. Unikamy kontaktu z innymi ludźmi. Najlepiej nie wychodzimy z domu, jeśli naprawdę nie musimy. Wychodzimy tylko do pracy, do sklepu, do banku, na spacer z psem.
  6. Jeśli mamy taką możliwość, unikamy komunikacji publicznej. Jeśli jedziemy autobusem lub tramwajem, nie rozmawiamy przez telefon.
  7. Jeśli zauważymy u siebie objawy jakiejkolwiek infekcji, nie idziemy do lekarza od razu, ale dzwonimy do przychodni i dokładnie opisujemy, co się dzieje. 
  8. Nie ufamy informacjom z niepotwierdzonych źródeł. Często mają one bowiem na celu zasianie paniki lub dezinformację. Znanym już przykładem jest tzw. “czeski łańcuszek”, zawierający m.in. nieprawdziwą informację, jakoby przed koronawirusem można było ustrzec się, pijąc ciepłą wodę.

 


W tym szczególnie trudnym okresie, gdy zewsząd docierają do nas niepokojące doniesienia o rozprzestrzenianiu się groźnego patogenu – COVID-19 – postanowiliśmy wyjść na przeciw oczekiwaniom naszych klientów i przygotowaliśmy specjalną ofertę. Immunoregulacyjne zestawy IMMUNO-BOX™ HERBAL  SYNERGY oraz IMMUNO-BOX™ MUSHROOM SYNERGY są teraz dostępne w naszym sklepie z 15% rabatem.  

IMMUNO-BOX™ HERBAL SYNERGY

IMMUNO-BOX™ HERBAL SYNERGY to zestaw trzech synergicznych preparatów immuno-regulacyjnych zawierających wyłącznie najwyższej jakości ekstrakty roślinne.  Przygotowane w oparciu o najnowsze badania naukowe oraz tysiącletnie doświadczenia tradycyjnej medycyny wschodu stanowią kompleksowe wsparcie układu odpornościowego. Czerwone, żółte i zielone kapsułki są dla układu immunologicznego tym, czym dla wielkiej metropolii sygnalizacja świetlna – regulują przepływ informacji i umożliwiają prawidłową pracę całego organizmu.

KLIKNIJ TU I PRZEJDŹ DO SKLEPU


IMMUNO-BOX™ MUSHROOM SYNERGY

IMMUNO-BOX™ MUSHROOM SYNERGY to zestaw trzech synergicznych preparatów zawierających wyłącznie najwyższej jakości ekstrakty z grzybów. Na zachodzie zwykle niedoceniane, w Azji grzyby od wieków wspierały zdrowie cesarzy, a później również prostego ludu. Dziś, korzystając z nowoczesnych technologii, możemy potęgę grzybów wyekstrahować, skoncentrować i zamknąć w kapsułce. Powstałe w ten sposób receptury wspierają nie tylko odporność ale także pracę całego organizmu. Od poprawy pamięci po zdrowszą wątrobę. Od większej wytrzymałości po mniejszą ilość wolnych rodników. Do tego witaminy, minerały, zdrowe serce no i… relaks. Po grzybach wszystkiego się można spodziewać.

KLIKNIJ TU I PRZEJDŹ DO SKLEPU


Autorzy:

Agnieszka Markowska-Jędra, Maciej Kolasiński

Źródła:

https://www.ijbs.com/v16p1708.htm
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1829448/
https://www.theguardian.com/world/2020/mar/20/coronavirus-what-happens-to-peoples-lungs-when-they-get-covid-19
https://www.washingtonpost.com/health/2020/03/10/coronavirus-is-mysteriously-sparing-kids-killing-elderly-understanding-why-may-help-defeat-virus/
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C81105%2Cepidemiolog-ograniczenie-kontaktow-miedzy-ludzmi-nasza-najlepsza-bronia-w

PRZECZYTAJ TEŻ:


Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.