Czy to nasz mózg jest odpowiedzialny za alergie?

Różnego rodzaju alergie to problem dotykający coraz większej liczby ludzi. Mimo to nasza wiedza na ten temat jest jeszcze bardzo ograniczona. Tak naprawdę nie wiemy nawet skąd się biorą uczulenia. Zazwyczaj ich występowanie wiązane jest z zanieczyszczeniem środowiska oraz – jakby przeciwnie – ze wzrostem poziomu higieny. Czy są to jednak jedyne mechanizmy? Jako alergik-praktyk mam swoją własną teorię… A przynajmniej do niedawna wydawało mi się, że jest tylko moja.

Coraz większy problem

Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat grupa osób borykających się z alergią zwiększyła się drastycznie. Tylko w ciągu ostatnich 10 lat liczba ludzi cierpiących na alergie pokarmowe wzrosła dwukrotnie, a liczba interwencji medycznych z tego powodu aż 7-krotnie!

Na początku lat ‘90 na sto trzydzieścioro dzieci w moim roczniku uczulonych na coś były 2 (słownie: dwie!) osoby – ja i jeszcze jeden chłopiec.

Dziś problem ten dotyczy już ponad 30% dzieci, a niektórzy naukowcy prognozują, że już niedługo dotknie on ponad połowy całej populacji. Co się stało? Co się przez ten czas zmieniło?

Winne środowisko…

Jako pierwsza nasuwa się odpowiedź – wzrosło zanieczyszczenie środowiska. Jest ona równie prosta, co błędna. Wysokie stężenie pyłów zawieszonych nie powoduje alergii na pyłki babki lancetowatej. Ołów i inne metale ciężkie zawarte w orzechach czy truskawkach nie powodują alergii – powodują je orzechy i truskawki. Zapuszczone mieszkanie nie powoduje alergii na kurz – może najwyżej pogorszyć jej objawy. Współczesny świat dostarcza nam co najwyżej większego spektrum alergenów – barwników, aromatów itp., a także egzotycznych alergenów jak orzechy nerkowca czy owoce kaki lub, oczywiście, różnego rodzaju paskudztw wydobywających się z kominów i rur wydechowych. To, że te ostatnie są wyjątkowo szkodliwe nie ulega wątpliwości, jednak ich wpływ na rozwój alergii jest raczej wątpliwy.

…czy mycie rąk?

To co z tą higieną? Tu prędzej znajdziemy winnego. W pewnym stopniu za drastyczny wzrost ilości alergii odpowiadają rodzice, którzy swoje dzieci chowają w coraz bardziej sterylnych warunkach. A przecież taki młody organizm musi się nauczyć z czym walczyć trzeba, a co można zignorować. Pozbawiony doświadczenia układ odpornościowy zwyczajnie głupieje. Nie bez powodu na alergie cierpi znacznie większy odsetek jedynaków i najstarszych dzieci – im po prostu nie miał kto dać do zjedzenia ciasteczka z błota albo wytarzanego w kurzu lizaka do polizania. Ale czy higieniczna aberracja części społeczeństwa może być odpowiedzialna za tak ogólne zjawisko? Raczej nie. Tu potrzeba działań systemowych – takich jak propagowanie mycia rąk.

Zanim podniosą się krzyki oburzenia, pragnę wyjaśnić, że nie widzę nic złego w zachowywaniu prawidłowej higieny kończyn górnych (dolnych zresztą też). Po prostu efektem zakrojonych na szeroką skalę akcji uświadamiających było praktyczne wyeliminowanie z naszego otoczenia pasożytów. Motylica wątrobowa, przywra kocia, glisty, pierwotniaki, ameby – to do niedawna była codzienność każdej przychodni. Dziś zostały owsiki i czasami tasiemiec. A ewolucja nie działa tak szybko. Organ nieużywany zanika – fakt – ale nadal mamy palce u nóg, choć od kiedy zeszliśmy z drzewa minęły miliony lat, a do chodzenia cztery mniejsze są nam zbędne. Nadal mamy też cały “dział” układu odpornościowego (immunoglobuliny E – IgE), który do tej pory zajmował się walką z pasożytami właśnie. Kilkadziesiąt lat i trzy pokolenia to zdecydowanie za mało, by taka funkcja zanikła. A że nie ma już z czym walczyć, to się nudzi… i czasem wpada w histerię.

Alergia – co to właściwie jest?

Samo słowo pochodzi z Greki i oznacza „odmienną reakcję” (allos – inny; ergos – reakcja). Tym też jest w rzeczywistości – patologiczną, nadmierną reakcją układu immunologicznego na zazwyczaj nieszkodliwy czynnik zewnętrzny.

Objawy alergii związane są z działaniem histaminy – neurohormonu będącego m.in. mediatorem stanu zapalnego. Zgromadzona w tkankach (w formie nieaktywnej) histamina jest wydzielana pod wpływem czynnika zewnętrznego, a pobudzenie jej receptorów powoduje różnorakie efekty. W przypadku reakcji alergicznych największą rolę odgrywa receptor H1. Pobudzenie go może powodować powstawanie obrzęków, bąbli i innych zmian skórnych, a także wywoływać obrzęk dróg oddechowych, podrażnienie błony śluzowej jelita cienkiego czy wręcz – niebezpieczny dla życia – wstrząs anafilaktyczny. Sama histamina powoduje też rozszerzenie małych naczyń krwionośnych i zwiększenie ich przepuszczalności, czego efektem jest chociażby tzw. katar sienny. Natomiast jej wysokie stężenie w tkance podskórnej powoduje silny świąd, a nawet ból. Jak widać spektrum reakcji alergicznych jest bardzo szerokie. A co je może wywoływać?

Najdziwniejszą reakcją alergiczną z jaką się spotkałem był masywny, powtarzający się obrzęk małżowin usznych w reakcji na ukąszenie komara. Reakcja była niezależna od miejsca ugryzienia.

Alergen czyli co?

Uczulonym można być na wszystko. Dosłownie. Reakcja alergiczna nie podlega bowiem jakiejkolwiek logice. Pyłki drzew i traw, zarodniki grzybów, znajdujące się w kurzu odchody roztoczy, łupież psa i sierść kota – to tylko podstawowe, najczęściej występujące alergeny wziewne. A przecież występują także alergie pokarmowe i kontaktowe. Czynnikiem wywołującym reakcję histaminową może być także zimno, ciepło, światło słoneczne, a nawet własny pot czy… leki przeciwhistaminowe.

Zima 1994/95 – pojawiło się u mnie uczulenie na zimno. Gdy zmarzłem lub jakakolwiek część mojego ciała była wystawiona na dłużej na działanie niskiej temperatury, na całym ciele pojawiały się wielkie, swędzące bąble. Na szczęście ten rodzaj reakcji alergicznej zniknął tak samo szybko jak się pojawił i w następnym sezonie już nie miałem z tym problemów.

Po około 5-6 latach przyjmowania popularnego leku przeciwhistaminowego (objawowo oraz prewencyjnie w najtrudniejszych okresach) wykształciła się reakcja alergiczna na lek. Jego przyjęcie znacznie nasilało objawy. Zmiana leku przyniosła natychmiastowy skutek.

Co gorsza reakcje alergiczne mogą występować już przy minimalnej ekspozycji na alergen. Dotyczy to w szczególności alergii kontaktowych i pokarmowych. Jeśli nie bezpośrednio, to na pewno w kinie każdy z nas widział sytuację, w której osoba uczulona po ugryzieniu np. kawałka ciasta z orzechową posypką doznaje ogólnoustrojowej, często niebezpiecznej dla życia reakcji odpornościowej. Dlaczego tak się dzieje? Cóż, jak napisałem wcześniej – reakcje alergiczne wymykają się jakiejkolwiek logice.

Podczas pracy w laboratorium nabawiłem się atopowego zapalenia skóry. Czynnikiem wywołującym powstawanie zmian okazał się być amoniak. Doszło do tego, że wystarczyło bym zbliżył dłoń do zakorkowanej butelki, w której wcześniej był bufor amonowy, a ktoś jej nie domył, by wywołało to świąd i pieczenie. Nie istnieją chyba równie czułe instrumenty pomiarowe…

Czy alergia „siedzi w głowie”?

Pytanie to pojawia się co jakiś czas od końca XIX wieku. Do dziś nie znaleziono na nie wyczerpującej odpowiedzi, ale wiemy na pewno, że nasz umysł i emocje odgrywają bardzo ważną rolę w przebiegu reakcji alergicznej. Naukowo opisane zostały przypadki ostrych reakcji odpornościowych, które okazały się być wyłącznie psychosomatyczne. Przykładowo pacjent uczulony na różeńca górskiego (Rhodiola rosea) zaczął kichać i dostał kataru w reakcji na kontakt ze sztuczną rośliną – objawy znikły natychmiast, gdy dowiedział się o oszustwie. W innym przypadku, mężczyzna, który zgłaszał występowanie ostrych reakcji uczuleniowych po spożyciu orzeszków ziemnych, nie wykazał żadnych objawów, gdy spożył je nieświadomie. Wskazywałoby to na to, że objawy alergii mogą być wywołane przez samo przekonanie o byciu uczulonym lub o kontakcie z alergenem. Autor tego tekstu był świadkiem i obiektem jeszcze dziwniejszego fenomenu.

Przyjaciel poskarżył mi się na dziwną wysypkę – swędzące wybroczyny na skórze brzucha będącej w kontakcie z metalową klamrą paska. „Uczuliłeś się na jakiś metal – pewnie nikiel.” – zawyrokowałem po obejrzeniu zmiany, dałem maść z hydrokortyzonem i kazałem zmienić pasek. Na tym temat się zakończył i przeszliśmy do degustacji zimnych produktów przemysłu browarniczego. Po około 30 minutach od „konsultacji” zaczęła mnie też swędzieć skóra brzucha. Po ok. 2 godzinach, na wysokości metalowej klamry od paska pojawiły się… czerwone wybroczyny. Szybko musiałem też zmienić oprawki okularów, gdyż dotychczasowe były metalowe i tam gdzie dotykały do skóry pojawiły się sączące rany. Problem aktualny jest do dziś (kilkanaście lat). Zaznaczyć należy, że nie mam usposobienia hipochondryka, ale mam za to bardzo wysoki poziom empatii. Jak by nie było, dla mnie jest to dowód na to, że nasz mózg odgrywa ogromną, a czasem jedyną rolę w przebiegu alergii.

To jest ta alergia, czy jej nie ma?

Istnienie alergii jest niezaprzeczalnym faktem. Tak samo jak faktycznie niebezpieczne mogą być jej objawy. Psychosomatyczny czy nie – obrzęk krtani jest tak samo śmiertelny. Ale skoro możemy być uczuleni „na niby”, to może leczenie na niby też będzie skuteczne? Okazuje się, że tak!

Placebo vs. alergia

W 2011 roku uczeni z Harvard Medical School w Bostonie przeprowadzili ciekawy eksperyment. Na grupie 39 pacjentów z astmą sprawdzano skuteczność 4 rodzajów działań – podania wziewnie leku przeciwhistaminowego, podania placebo (również wziewnie), fałszywej akupunktury oraz przeczekania bez żadnej ingerencji. Każdy pacjent został trzykrotnie, w losowej kolejności potraktowany na wszystkie cztery wymienione sposoby. Za każdym razem przeprowadzano badanie spirometryczne i proszono o ocenę swojego stanu samych pacjentów. I co się okazało?

Choć parametry oddechowe poprawiły się znacznie bardziej u osób, które otrzymały lek, subiektywna poprawa była niezależna od zastosowanej metody. Lek, placebo czy (fałszywa!) akupunktura przynosiły ulgę na tym samym poziomie. Jedynie pacjenci pozostawieni samym sobie wykazywali mniejszą poprawę.

W innym badaniu, przeprowadzonym przez lekarzy z Berlina, wykazano że nawet pacjenci  świadomi faktu przyjmowania placebo zgłaszali poprawę samopoczucia na poziomie zbliżonym do tego, jaki odnotowano dla grup kontrolnych. W żadnym wypadku nie należy z tego powodu odstawiać natychmiast wszystkich leków i przerzucać się na cukierki! Ale, jeśli cierpimy z powodu alergii, na pewno nie zaszkodzi obserwować się z większą uważnością – także swoich emocji i subiektywnych odczuć. Może dzięki temu odnajdziemy idealną dla nas metodę terapii.

Gdzie leży złoty środek?

Właściwie można go określić jednym zdaniem: Nie dopuszczaj do silnej reakcji alergicznej!  Jest to najłatwiejsze, gdy dokładnie znamy alergen i możemy go łatwo wyeliminować z otoczenia. Ktoś uczulony np. na rożeńca górskiego (jak we wspomnianym wcześniej eksperymencie) po prostu go sobie nie kupi, na wszelki wypadek nawet sztucznego, nie posadzi, ominie w ogrodzie botanicznym. Ale co w przypadku, gdy alergenu nie znamy lub nie możemy go całkowicie wyeliminować, jak na przykład pyłków traw?

Choć wielu jest zwolenników przewlekłego, prewencyjnego podawania nierzadko silnych leków, w świetle przytoczonych wcześniej faktów należałoby się skłonić ku mniej radykalnym rozwiązaniom. Ograniczenie ekspozycji pozostaje nadal na pierwszym miejscu. Szybka interwencja w przypadku pojawienia się objawów to następny krok. Ale nie ma co z armaty do komara strzelać i siennego kataru leczyć hydrokortyzonem. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że dopiero rozwijającą się reakcję zahamujemy przy użyciu dużo łagodniejszego środka. Jeśli to się uda nasz umysł dostaje informację: „Zobacz, tak panikowałeś, a wystarczyło zmyć ze skóry przyklejone nasionka i przestało swędzieć.” albo „I po co ta histeria? Po co ten katar? Skoro pomogło ćwierć tabletki to ten pyłek w nosie nie zagraża mojemu życiu i nie muszę kichać przez 15 minut ryzykując wstrząs mózgu, prawda?” Oczywiście nie zwalnia nas to z bycia przygotowanym na radykalniejsze środki, ale zaczynać należy zdecydowanie od tych najłagodniejszych.

Ziołami w katar sienny

Alergiczny nieżyt nosa to najczęstsza i najłagodniejsza forma alergii wziewnej. Nie zmienia to faktu, że potrafi naprawdę uprzykrzyć życie. Nie wszyscy bowiem wiedzą, że prócz oczywistych objawów, jak katar czy łzawienie, alergia powoduje często również pogorszenie nastroju, spadek motywacji i ogólny brak energii do działania. Rzadko kiedy łączymy ze sobą te dwa zjawiska, a okazuje się, że zwalczając fizyczne objawy uczulenia możemy pogłębić objawy psychiczne. Wiele leków przeciwhistaminowych działa bowiem sedatywnie – powoduje senność i lekkie otępienie. Pojawia się więc potrzeba znalezienia bardziej naturalnego rozwiązania, które działałoby jednocześnie na całe spektrum objawów alergii okresowych.

W odpowiedzi na to zapotrzebowanie w Swiss Herbal powstał synergiczny, ziołowy preparat przeciwhistaminowy, który jednocześnie podnosi aktywność serotoniny i dopaminy. Dzięki temu nie tylko zwalcza objawy alergii, szczególnie te związane z górnymi drogami oddechowymi, ale także poprawia psychiczne samopoczucie i zwiększa motywację do działania. Można go stosować wyłącznie objawowo, ale znacznie lepsze efekty przynosi przyjmowany regularnie, przez cały okres występowania alergii.

GYNOSTEMMA & GUDUCHI – bo o nim mowa – to idealne rozwiązanie dla tych, którzy w okresie wiosenno-letnim cierpią z powodu ciągłego kichania, wodnistego kataru czy swędzących oczu. Zdolność zawartych w nim ekstraktów do redukcji powyższych objawów została udowodniona w toku badań klinicznych. Pozytywny wpływ na gospodarkę neuroprzekaźnikową również został potwierdzony przez wiele badań naukowych. Niezbadany pozostaje psychologiczny „efekt zielonej kapsułki” – ziołowej, w 100% naturalnej; która bardziej reguluje odpowiedź immunologiczną niż ją sztucznie hamuje… Czy może być coś równie skutecznego w działaniu i łagodnego w odbiorze?

Jako dziecko marzyłem by pobiec z szeroko rozłożonymi rękoma po kwitnącej łące. Teraz mogę już to zrobić nie ryzykując pobytu w szpitalu, lecz pozbycie się zagrażającej życiu alergii na pyłki kosztowało mnie lata obserwacji i wyrzeczeń. Dziś została ona zredukowana do poziomu kataru siennego właśnie. Ale jego też bym się pozbył. Czy uda się go całkiem wyeliminować – nie wiem. W tym sezonie postanowiłem sprawdzić działanie “zielonych kapsułek”. Jak na razie mogę stwierdzić, że objawy znikają szybko, a ja od siebie dokładam jeszcze rodzaj autohipnozy: “Nic się nie dzieje. Nie ma zagrożenia. To tylko głupia trawa!” Może jeszcze kilka lat i po przebieżce wśród kwiatów płakał będę najwyżej ze wzruszenia.


Dla czytelników naszego bloga mamy specjalną promocję. Wystarczy przy składaniu zamówienia podać kod KATAR-20, aby otrzymać 20% rabat na zakup preparatu GYNOSTEMMA & GUDUCHI
Autor:
Maciej Kolasiński

Źródło:

Psychological Aspects of Food Alergy - Kim Kelsay,  Curr Allergy Asthma Rep 2003 Jan 3
Food Allergy: How Much in the Mind? A Clinical and Psychiatric Study of Suspected Food Hypersensitivity - 
D J Pearson, K J Rix, S J Bentley,  Lancet 1983 Jun 4
Active Albuterol or Placebo, Sham Acupuncture, or No Intervention in Asthma - 
Michael E Wechsler, John M Kelley,  N Engl J Med 2011 Jul 14
Why Do Open-Label Placebos Work? A Randomized Controlled Trial of an Open-Label Placebo Induction With and Without Extended Information About the Placebo Effect in Allergic Rhinitis  - Michael Schaefer, Tamay Sahin, Benjamin Berstecher,  PLoS One 2018 Mar 7

 

PRZECZYTAJ TEŻ:


Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.