Co słyszy ucho umysłu?

Człowiek posiada pięć zmysłów, za pomocą których postrzega świat: wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Myśli – zjawiska świata wewnętrznego – mogą być doświadczeniem wzrokowym, słuchowym, smakowym etc. Różni ludzie mają różne preferowane modalności myślenia, tj. jedna osoba myśli za pomocą słów, a inna – obrazów. Zatem niebezpodstawne jest stwierdzenie, że słyszenie głosu umysłu jest pewnym naturalnym sposobem myślenia.  Jednak w kulturze zachodniej przyjęło się przekonanie, że “słyszenie głosów” oznacza bilet do szpitala psychiatrycznego – w jedną stronę. Czy aby na pewno tak jest? Czy doświadczenie słyszenia głosów jest uniwersalne w każdej kulturze? Czy może dotknąć także osoby niesłyszące od urodzenia?

 

Teatr umysłu

Pewnie znasz ten scenariusz. Dzień ciągnął się niczym karmelowa krówka… Choć zdecydowanie nie był tak przyjemny. W pracy zadanie goniło zadanie, a każde z nich było do wykonania na wczoraj. W domu czekało gotowanie, sprzątanie, pranie. A w międzyczasie sprint po zakupy. Do tego wszystkie media zgodnym chórem trąbiły o kolejnej tragedii. Wreszcie, hurra, nastał upragniony czas odpoczynku. Padasz do łóżka. Zamykasz oczy. Jedyne czego pragniesz to odrobina spokoju.

A guzik. Twój umysł galopuje niczym dziki rumak spuszczony z uprzęży. Uwaga przeskakuje z tematu na temat. Pojawia się wspomnienie rozmowy ze znajomym, które przepływa we wspólne plany wyjazdu, a następnie staje się obrazami z poprzedniej wycieczki. Wycieczka kojarzy się zaś z echem dawnej miłości i w wewnętrznym krajobrazie pojawia się nostalgia doprawiona szczyptą lęku. Niepokój zmienia się w nadzieję, gdy przypominasz sobie niedawno poznaną osobę… Strumień myśli płynie dalej i porywa cię ze sobą. Choć ty chcesz spać, teatr umysłu nie zamierza opuszczać kurtyny.

Autopilot mózgu

Taki scenariusz nie jest wyjątkowy, wprost przeciwnie – w tej czy innej formie może stanowić część codzienności wielu z nas. Lecz skąd pochodzi potok wędrujących myśli? Otóż mózg, pozbawiony czynnego zadania do wykonania, aktywuje neurony tworzące tzw. “sieć trybu domyślnego” (ang. default mode network, DMN). Właśnie ta sieć kreuje zjawisko autobiograficznych “myślotworów” pojawiających się w chwilach, gdy uwaga nie zajmuje się żadnym zewnętrznym zadaniem. Uważa się, że wykorzystuje ona zgromadzone wspomnienia, skojarzenia i doświadczenia aby wesprzeć proces planowania przyszłości. Aktywność mózgu w “trybie domyślnym” wiąże się z odwróceniem uwagi od tego, co dzieje się dookoła. Możesz na przykład prowadzić samochód i nagle zorientować się, że jesteś u celu, choć nie pamiętasz większości trasy. W tym wypadku kierowanie odbyło się na autopilocie, podczas gdy większa część zasobów umysłu zaangażowana była w sprawy świata wewnętrznego. Wyniki badania psychologicznego opublikowanego w magazynie Science wskazują, że statystyczny człowiek funkcjonuje tak przez niemal połowę każdego dnia!

Chociaż zjawisko “zawieszania się” może irytować naszych bliskich lub nieznacznie zwiększyć ryzyko wypadku drogowego, samo w sobie nie jest szkodliwe. Wręcz przeciwnie – to naturalny i zdrowy proces, w którym uwaga zwracana jest do wewnątrz. Problem może pojawić się, gdy aktywność DMN wzrasta także w trakcie wykonywania zadań wymagających skupienia. Naukowcy dowiedli, że nadaktywność tej sieci wiąże się z osłabieniem pamięci krótkotrwałej. Może być też jednym z objawów szeregu zaburzeń psychicznych: depresji, otępienia i schizofrenii. W tych schorzeniach umysł nadmiernie angażuje się w zawartość sieci domyślnej i nieustannie przeskakuje między niezwiązanymi ze sobą myślami, co utrudnia bądź uniemożliwia optymalne funkcjonowanie w świecie zewnętrznym.

Sieć domyślna to funkcjonalna zależność pomiędzy kilkoma obszarami mózgu: przyśrodkową korą przedczołową, tylną korą zakrętu obręczy (przedklinkiem) i zakrętem kątowym. Ośrodki te są odpowiedzialne za funkcje wykonawcze, przetwarzanie emocji i języka. W stanie bezczynności ich aktywność synchronizuje się, co w umyśle manifestuje się jako bierne doświadczanie spektaklu myśli. Zależnie od człowieka, doświadczenie to może mieć charakter słuchowy, wzrokowy a nawet wielozmysłowy. Zatem słyszenie głosu umysłu samo w sobie nie jest objawem choroby. Problem pojawia się, gdy umysł przestaje rozpoznawać swój własny głos.

Kto to powiedział?

Dokładnie tak dzieje się w przypadku schizofrenii. Umysł produkuje doświadczenia słuchowe – głosy, muzykę, dźwięki natury – lecz jest przekonany, że pochodzą one z zewnątrz. Zjawisko to nosi miano halucynacji słuchowych. Jest ono podstawowym i najważniejszym kryterium diagnostycznym tej choroby. W 1959 Kurt Schneider scharakteryzował trzy podstawowe typy halucynacji, które towarzyszą schizofrenii. Pierwszy nazwał “echem myśli” – w tym przypadku osoba chora słyszy swoje myśli tak, jakby zostały wypowiedziane na głos przez kogoś innego. Drugi typ halucynacji to “bieżący reportaż” – głosy komentują myśli i zachowania osoby chorej najczęściej w krytyczny, negatywny sposób. Trzeci rodzaj złudzeń słuchowych obejmuje wrażenie słyszenia dwóch lub więcej głosów, które rozmawiają o osobie chorej. Zdarzają się również halucynacje, w których zewnętrzne głosy przemawiają bezpośrednio do takiej osoby, często wydając jej polecenia.

Słyszenie głosów, których nie słyszy nikt inny jest częścią codziennego doświadczenia osób cierpiących na schizofrenię. Życie z omamami słuchowymi stanowi dla nich nie lada wyzwanie, bywa także przyczyną niebezpiecznych zachowań. Z perspektywy osoby chorej iluzoryczne głosy są rzeczywiste. Pozornie dobiegają one z zewnątrz, choć nie słyszy ich nikt inny. Czasem mogą zostać rozpoznane jako należące do osób znajomych lub członków rodziny, a w ekstremalnych przypadkach – do osób nieżyjących. Nic więc dziwnego, że wzbudzają one lęk i niepewność. Tym bardziej, kiedy wydają polecenia – nierzadko nakazując zachowania autoagresywne. Pomimo różnorodności sposobu doświadczania halucynacji słuchowych wydaje się, że mają one ze sobą coś wspólnego – przekazują treści negatywne, obraźliwe, agresywne. A przynajmniej do takich wniosków prowadzą wyniki badań przeprowadzonych w zachodnim społeczeństwie.

Natura czy kultura?

Czy doświadczenie słyszenia głosów w schizofrenii jest kształtowane przez kulturę, z której pochodzi osoba chora? Dokładnie na to pytanie postanowiła odpowiedzieć Tanya Luhrmann – psycholog i naukowiec z University College of London. Wraz ze swoim zespołem przeprowadziła ona wywiady z chorymi pochodzącymi z Ameryki Północnej, Afryki oraz Azji. Populację każdego z kontynentów reprezentowało dwudziestu uczestników. Następnie ci naukowcy porównali doświadczenie głosów w różnych kulturach. Wyniki ujawniły nie tylko pewne podobieństwa międzykulturowe, ale także zaskakujące różnice.

Amerykanie swoją przypadłość opisywali jako zaburzenie pracy mózgu. Aby o niej opowiedzieć, sięgali po terminologię psychiatryczną. Doświadczenia, które przytaczali były w przeważającej części negatywne. Czternastu uczestników regularnie słyszało głosy, które kazały im krzywdzić siebie lub innych. Osiem osób zupełnie nie potrafiło przypisać iluzorycznym głosom tożsamości. Niewielu wspominało o relacji, jaka łączyła ich z głosami.

Zupełnie inaczej przebiegały wywiady z Hindusami, którzy rzadko korzystali z terminów diagnostycznych i przeważnie opowiadali o relacjach ze słyszanymi głosami. Najczęściej nie mieli problemu z identyfikacją ich tożsamości – były to bowiem głosy ich krewnych i znajomych, które albo dawały im dobre rady, albo ich beształy. Dziewięciu uczestników opisało swoje doświadczenie jako pozytywne – zabawne i stanowiące rodzaj rozrywki. Jedynie w niewielu przypadkach głosy te nakłaniały do przemocy. Zamiast tego, głosy które budziły największy niepokój pacjentów przekazywały treści seksualne.

Wywiady z mieszkańcami Afryki ujawniły jeszcze jeden aspekt halucynacji słuchowych niespotykany na Zachodzie. Otóż większość uczestników twierdziła, że słyszy głos Boga. Nie może to wynikać z większej religijności ich kultury – wszyscy badani byli wierzący. Połowa uczestników z Afryki opisała doświadczenie głosów jako całkowicie pozytywne, a pozostali podkreślali jego pozytywne aspekty. Zarówno użycie terminów diagnostycznych, jak i przypadki agresywnych głosów zdarzały się jedynie wyrywkowo.

Te wyniki pokazują, że halucynacje słuchowe w kulturze amerykańskiej były bardziej nieprzyjemne i brakowało w nich elementu relacyjnego. Innymi słowy, w Azji i Afryce pacjenci postrzegali swoje halucynacje jak innych ludzi – a więc nie próbowali ich kontrolować. Naukowcy przypuszczają, że ma to związek z różnicami kulturowymi. Na Zachodzie dominuje przekonanie o indywidualności i niezależności jednostki, podczas gdy kultury Afryki i Azji podkreślają współzależność. Naukowcy przypuszczają, że to właśnie te oczekiwania dotyczące sposobu funkcjonowania umysłu i jednostki mają kluczowy wpływ na kształt doświadczenia halucynacji u osób dotkniętych poważnymi zaburzeniami psychicznymi.

Zdrowi ludzie również słyszą głosy

Choć słyszenie głosów najczęściej kojarzy się z zaburzeniem psychiki, zjawisko to przytrafia się także umysłom, które w klinicznym sensie są zdrowe. Szacuje się, że sześć do siedmiu procent dorosłych Amerykanów doświadcza halucynacji słuchowych w jakimś momencie swojego życia. Ten fenomen zainspirował naukowców do stworzenia “modelu kontinuum”, zgodnie z którym mechanizm będący podłożem doświadczenia halucynacji jest identyczny u osób zdrowych i cierpiących na schizofrenię. Według tego modelu to nadaktywność obszarów słuchowych kory mózgu może prowadzić do wrażenia słyszenia głosów.

Jane Garrison, neuronaukowiec z Uniwersytetu Cambridge, przeprowadziła badanie weryfikujące założenia modelu kontinuum. Wraz z zespołem naukowców zaprosiła do udziału w eksperymencie trzy grupy uczestników, dobranych tak, by nie było między nimi znaczących różnic demograficznych. Każda grupa liczyła pięćdziesięcioro badanych. Do pierwszej należały osoby słyszące głosy, u których zdiagnozowano schizofrenię, do drugiej osoby słyszące głosy, lecz zdrowe psychicznie, a do trzeciej osoby, które nie doświadczały halucynacji słuchowych. Mózgi ich wszystkich zostały zbadane za pomocą rezonansu magnetycznego.

Następnie badacze porównali rezultaty neuroobrazowania pomiędzy trzema grupami. Szczególną uwagę poświęcili strukturze mózgu zwanej bruzdą przyzakrętową (ang. paracingulate sulcus, PCS), która – zgodnie z wynikami poprzednich badań – jest zaangażowana w tak zwane “monitorowanie rzeczywistości”. Jest to umiejętność rozróżnienia zjawisk wewnętrznych (np. wyobrażonego obrazu) od zewnętrznych (np. obiektu stojącego w pokoju). Naukowcy chcieli zbadać, czy problem z monitorowaniem rzeczywistości może być czynnikiem, który odróżnia osoby zdrowe od cierpiących na schizofrenię.

Wyniki analizy skanów mózgu wskazały na znaczne różnice w strukturze PCS pomiędzy uczestnikami z różnych grup. Otóż okazało się, że u osób, u których zdiagnozowano schizofrenię region PCS był najkrótszy. Różnica długości tej struktury w pozostałych dwóch grupach nie była istotna statystycznie, ale można powiedzieć, że u osób zdrowych PCS był nieznacznie dłuższy. Rezultaty te, zdaniem naukowców, są spójne z założeniami modelu kontinuum, a nawet go rozwijają. U zdrowych osób słyszenie głosów może być spowodowane nadaktywnością obszarów kory mózgu zaangażowanych w przetwarzanie informacji dźwiękowej. W przypadku osób cierpiących na schizofrenię owa nadaktywność łączy się z zaburzeniem zdolności monitorowania rzeczywistości, przez co halucynacje są dużo bardziej dotkliwe.

Rozszerzony model kontinuum może wyjaśnić część różnic w subiektywnym doświadczeniu halucynacji. Osoby zdrowe także mogą słyszeć głosy, ale zdarza się to rzadziej i trwa krócej niż w przypadku osób chorych. Do wyjaśnienia pozostaje jeszcze jeden fenomen, z którym nie upora się nawet rozszerzony model kontinuum. Otóż halucynacje słuchowe dotykają również schizofreników, którzy… nie słyszą.

Gdy niesłyszący słyszą głosy

p style=”text-align: justify;”>Pewien mężczyzna opisał doświadczenie halucynacji słuchowych jako głos, który niczym duch pojawia się w jego umyśle. Kolejna pacjentka słyszy głosy “krzyczące przez jej żołądek”, którym towarzyszy niewyraźny obraz “czarnych, cienistych ust”. Inna kobieta słyszy głos mówiący do niej w nocy, gdy leży w łóżku, a który brzmi “jakby pochodził z radia”. Wszystkie te osoby łączy fakt, że są głusi. Mniej więcej połowa wszystkich niesłyszących schizofreników doświadcza halucynacji słuchowych. Trudno jest wyobrazić sobie zjawisko bardziej niepokojące i sprzeczne z intuicją.

W historii psychopatologii istnieje wiele opisów przypadków niesłyszących chorych, którzy doświadczali omamów słuchowych. Choć wśród lekarzy panuje zgodne przekonanie, że osoby głuche mogą słyszeć iluzoryczne głosy, do tej pory nie udało się im ustalić ani ich treści, ani formy. Niedawno przeprowadzone badanie naukowe poddało ten paradoksalny fenomen psychologiczny szczegółowemu śledztwu. Jego rezultaty mogą zmienić postrzeganie halucynacji słuchowych także u osób, które słyszą.

Joanna Atkinson, autorka tego przełomowego badania, jest pracownikiem naukowym i psychologiem klinicznym na jednym z brytyjskim uniwersytetów. Sama jest niesłysząca. Idea, że osoby niesłyszące mogą słyszeć nieistniejące dźwięki, stoi w sprzeczności z jej codziennym doświadczeniem – osobistym i lekarskim. Za każdym razem, gdy pyta osobę głuchą o obecność halucynacji słuchowych otrzymuje tę samą odpowiedź: “oczywiście, że nie. Przecież nie słyszę.” A jednak, gdy ci sami pacjenci są badani przez słyszących psychiatrów korzystających z pomocy tłumacza języka migowego, wyniki diagnozy wskazują na obecność halucynacji słuchowych. Otóż pacjenci opisują swoje doświadczenie z użyciem terminów związanych z dźwiękiem, np. “głośne”, “ciche”.

Atkinson zaczęła zastanawiać się, czego właściwie doświadczają pacjenci. Przypuszczała, że kluczowe informacje odnośnie ich wrażeń zostają zniekształcone w procesie diagnostycznym. Faktycznie – pacjenci “pożyczali” język potoczny słyszących, niekoniecznie mając na myśli odbieranie doświadczeń słuchowych. Otóż dla osoby głuchej ktoś może na nią “krzyczeć” wykonując znaki migowe agresywnymi, dynamicznymi ruchami.  To właśnie te subtelne różnice w użyciu języka utrudniają badanie fenomenu halucynacji słuchowych u osób niesłyszących. A zatem problem badawczy sprowadza się do znalezienia właściwego sposobu opisu halucynacji, który wiernie oddaje doświadczenie pacjentów.

Pokaż mi, jak to słyszysz

Zespół Atkinson podjął wyzwanie. Zaprojektowano niemal 100 plansz – komiksowych reprezentacji zjawiska halucynacji. Każda plansza obrazowała jedną możliwą cechę iluzorycznego głosu. Łącznie seria komiksów obejmowała jak najszerszy zakres możliwych doświadczeń – od “głos brzmi jak szept” po “głos dobiega z mojego nosa”. Następnie zaproszono dwudziestu siedmiu ochotników – niesłyszących schizofreników doświadczających halucynacji słuchowych. Uczestnicy oglądali każdą planszę i decydowali, czy stanowi trafny opis ich doświadczenia. Diagnoza przeprowadzona w ten nowatorski sposób ujawniła zależność między jakością halucynacji a poziomem utraty słuchu.

Przede wszystkim osoby niesłyszące od dziecka, które nigdy nie nauczyły się mówić, nie doświadczały halucynacji słuchowych w formie dźwięku. W ich przypadku komunikacja z omamami przebiegała za pomocą “oka” umysłu: mogli widzieć poruszające się usta lub pozbawione ciała dłonie migające do nich. Natomiast ci pacjenci, którzy zachowali resztki słuchu bądź stracili go w późniejszym okresie życia, faktycznie słyszeli iluzoryczne dźwięki. Czasami były one zupełnie niezrozumiałe, niczym wielokrotnie odbite echo. W innych wypadkach brzmiały jak niewyraźne lecz zrozumiałe mamrotanie. Wyniki ujawniły jeszcze jeden intrygujący typ halucynacji. Dotyczył on badanych, którzy dorastali nie znając żadnego formalnego języka, a język migowy poznali później. Dla nich halucynacje były nieokreślone, niejasne i nieuchwytne. Można podsumować je jako wrażenie bycia krytykowanym lub zagrożonym oraz postrzeganie wrogich twarzy pozbawionych jasnego przekazu językowego.

Podsumowując te wyniki można stwierdzić, że halucynacje dość dokładnie odzwierciedlały indywidualne zdolności językowe badanych. Jedna z uczestniczek była osobą częściowo niesłyszącą, dwujęzyczną i biegłą w języku migowym. Jej halucynację stanowił… dwujęzyczny diabeł, który raz przemawiał, a innym razem migał wiadomości. Ponadto naukowcy odkryli, że typ halucynacji zależał także od tożsamości głosu. Kiedy badany był przekonany, że głos należy do jego matki, która zawsze komunikowała się z nim za pomocą słów, halucynacja przybierała formę jej ust. Jeżeli zaś głos iluzji należał do niesłyszącego znajomego, halucynacje uzupełniał obraz jego migających dłoni.

Wypracowana przez dr Atkinson metodologia oraz rezultaty jej badań dają najwierniejszy obraz tego, czym właściwie są halucynacje słuchowe osób niesłyszących. Wciąż jednak wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Np. Czy halucynacje słuchowe przytrafiają się osobom niesłyszącym, które nie mają zaburzeń psychicznych? Wśród słyszących to się przecież zdarza. Z drugiej strony wyniki pozwalają szerzej zrozumieć samą istotę halucynacji słuchowych, również w populacji osób słyszących. Czy słyszane przez nich głosy mają również postać widzialną?

Czy tylko wariat słyszy głos umysłu?

Wniosek jest jeden: nasze obecne postrzeganie kwestii słyszenia głosów jest dość wąskie. W kontekście klinicznym proces diagnozy psychiatrycznej, który skupia się jedynie na dźwiękowych aspektach halucynacji słuchowych najprawdopodobniej pomija całe spektrum różnorodnych wrażeń wzrokowych i fizycznych, które mogą im towarzyszyć, a na nawet je zastępować. W najlepszym wypadku diagnoza ukaże niepełny obraz objawów pacjenta; w najgorszym – przebieg badania wzbudzi w nim wrażenie bycie niezrozumianym lub lekceważonym. Badania międzykulturowe udowadniają, że relacja pacjenta i jego halucynacji jest kluczowa dla treści iluzorycznych komunikatów – im bardziej pozytywna relacja, tym mniej negatywne jest doświadczanie głosów. Natomiast wywiady z osobami, które nie doznają zaburzeń psychicznych prowadzą do konkluzji, że sam fakt słyszenia głosów nie wystarczy do postawienia diagnozy. Co więcej, badania nad działaniem DMN pozwalają przypuszczać, że wytwarzanie wewnętrznego narratywu jest normalną cechą zdrowego umysłu. Być może nastał więc czas, by ponownie zdefiniować to, co uznawane jest za normę i uwolnić od brzemienia stygmatu “wariata” wszystkich tych, którzy słyszą głos umysłu.

 

Autor:

Natalia Koperska

Źródła:

Alderson-Day B et al. The brain's conversation with itself: neural substrates of dialogic inner speech. Soc Cogn Affect Neurosci 2016

Atkinson, JR et al. Exploring the Perceptual Characteristics of Voice-Hallucinations in Deaf People. Cognitive Neuropsychiatry 2007

Garrison JR et al., Paracingulate Sulcus Morphology and Hallucinations in Clinical and Nonclinical Groups. Schizophrenia Bulletin 2019

Killingsworth MA and Gilbert DT. A Wandering Mind Is an Unhappy Mind.  Science 2010

Luhrmann, T. et al.  Differences in voice-hearing experiences of people with psychosis in the USA, India and Ghana: interview-based study. The British Journal of Psychiatry 2014

Schneider, K. Clinical Psychopathology. New York: Grune & Stratton 1959

PRZECZYTAJ TEŻ:


Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.