Chcesz lepiej spać? Bądź optymistą!

O tym, że sen jest niezmiernie ważny dla prawidłowego funkcjonowania ciala i umysłu napisano już niezliczoną ilość prac. Wszyscy wiemy, że trzeba spać przynajmniej te sześć czy siedem godzin w ciągu nocy, żeby następnego dnia być przytomnym i z werwą stawiać czoła nowym wyzwaniom. Wiemy też, że jest mnóstwo czynników, które utrudniają wysypianie się. W Internecie aż roi się od strategii, które mają pozwolić spać znacznie wydajniej. My też dorzucimy jedną od siebie: myśl pozytywnie!

Kto żyje lepiej?

Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu zastanawiali się, jak postawy życiowe wpływają na życie ludzi. W 2017 roku przeprowadzili internetową ankietę dotyczącą – najogólniej mówiąc – życia. Wzięło w niej udział ponad 1000 Austriaków. Odpowiadali na pytania o sytuację zawodową, jakość snu, o to co robią przed pójściem spać, a także o podejście do życia. Na podstawie tego ostatniego czynnika można było podzielić uczestników na pesymistów i optymistów. Okazało się, że dzieli ich nie tylko to, czego spodziewają się w przyszłości, ale także i to, czego doświadczają w teraźniejszości. Z ankiety wynikało bowiem, że pesymiści częściej palą papierosy, są mniej aktywni fizycznie, gorzej radzą sobie z problemami i gorzej się odżywiają niż optymiści. A do tego prawdopodobieństwo zaburzeń snu jest u nich o 70% wyższe.

Jak działa optymizm?

Wygląda na to, że nie da się dobrze spać, nie będąc dobrej myśli. Ale w jaki sposób optymizm wpływa na jakość snu? Najprawdopodobniej wielokierunkowo. Naukowcy sądzą, że chodzi o połączenie ścieżek psychologicznych, behawioralnych i biologicznych. Osoby z optymistycznym podejściem do życia doświadczają pozytywnych emocji, które oddziałują na ich funkcjonowanie fizyczne, intelektualne i społeczne. Do napotkanych problemów z pewnością podchodzą w inny sposób niż pesymiści. Stosują inne, skuteczniejsze strategie radzenia sobie z nimi. To sprawia, że doświadczają mniej stresu.

Wokół osi stresu

A to przecież właśnie stres jest źródłem wielu problemów ze snem. Nasz organizm jest wyposażony w system nazywany osią podwzgórze-przysadka-nadnercza (czyli osią HPA, po angielsku hypothalamic-pituitary-adrenal axis). Podwzgórze to część mózgu, która kieruje wieloma procesami, na które nie mamy świadomego wpływu – na przykład wydzielaniem hormonów. Przysadka mózgowa, też część mózgu, jest swego rodzaju centralą, która przetwarza elektryczne sygnały z podwzgórza na język hormonów i w tej formie przekazuje je reszcie organizmu. No i wreszcie nadnercza – gruczoły znajdujące się (a jakże!) nad nerkami i produkujące różne hormony. Jednym z nich jest kortyzol. Mówi się o nim często “hormon stresu”, bo to właśnie on przygotowuje organizm do radzenia sobie z tym niezbyt przyjemnym stanem. Wzmacnia działanie adrenaliny, podnosi ciśnienie krwi i zwiększa poziom zawartej w niej glukozy, powoduje też rozkładanie białek na aminokwasy – wszystko po to, żeby zmobilizować organizm do stawienia czoła niebezpieczeństwu.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby “niebezpieczeństwo” mijało równie szybko, jak się pojawiło. W takiej sytuacji oś HPA przestałaby pompować organizm kolejnymi porcjami kortyzolu i można by było odpocząć. Ale nie w dzisiejszej rzeczywistości. Oś HPA wyewoluowała w czasach, kiedy byliśmy jeszcze dzikimi zwierzętami, nieustannie walczącymi o przetrwanie. Właściwie kiedy powstawała, nie było jeszcze naszego gatunku. A jakie “niebezpieczeństwa” czekają na nas obecnie? Co wymienimy jako główne źródła stresu? Kredyt na mieszkanie, konflikty w rodzinie, nadmiar obowiązków? To wszystko nie minie ot tak, to są sprawy długoterminowe… Dlatego odziedziczony po praprzodkach mechanizm radzenia sobie z problemami w końcu sam stał się dla nas problemem.

Myślmy pozytywnie

No i właśnie dlatego jedyne, co możemy zrobić to zmienić nasze podejście do problemów na bardziej optymistyczne. Nie sprawimy w ten sposób, że problemy znikną, ale możemy zmniejszyć ich oddziaływanie na naszą psychikę. Jak to zrobić? Ktoś mógłby powiedzieć “ja jestem z natury pesymistą, ja tak nie umiem”. Otóż optymizmu można się nauczyć dzięki różnym technikom.

Jednym z takich ćwiczeń jest metoda nazywana “najlepszy możliwy ja”. Polega ona na tym, żeby wyobrazić sobie (warto też zapisać), jak może wyglądać nasze najlepsze życie w przyszłości. Specjaliści są zdania, że kilka tygodni takiego treningu zdecydowanie zwiększa poziom optymizmu. Tu uwaga do “urodzonych perfekcjonistów” – to, że wyobrażamy sobie swoje idealne życie wcale nie oznacza, że mamy ten ideał osiągnąć, bo jak nie, to będzie to jakaś nasza życiowa porażka. Nie, wręcz przeciwnie. Mając w głowie ten idealny obraz, możemy skupić się na ustaleniu realnych celów, które w jakiś sposób zbliżą nas do tej optymistycznej wizji. Na pewno będzie to lepsze dla naszego samopoczucia niż nieustanne zastanawianie się, co może pójść nie tak i co najgorszego może się nam przytrafić.

Póki co (ale nie mówcie tego pesymistom) nie jest pewne czy trening optymizmu faktycznie pomaga na bezsenność. To znaczy – nie ma na to niezbitych dowodów. Aby takie uzyskać, należałoby wziąć kilka tysięcy pesymistów z bezsennością i kazać części prowadzić “trening optymizmu”, części zaproponowac jakies inne ćwiczenie mentalne, a części nie robić nic. I po kilku tygodniach albo miesiącach można byłoby powiedzieć coś na ten temat z większą pewnością. Niewątpliwie takie badanie zostanie kiedyś przeprowadzone, bo szkoda by było zostawiać odłogiem takie szeroko dostępne, proste w użyciu i tanie narzędzie. Ale zanim to nastąpi – każdy może przecież sprawdzić je na sobie, bo pozytywne myślenie na pewno w niczym nie zaszkodzi.

 

Źródło:

Weitzer J., Papantoniou K., Lázaro‐Sebastià C., Seidel S., Klösch G., Schernhammer E. The contribution of dispositional optimism to understanding insomnia symptomatology: Findings from a cross‐sectional population study in Austria. Journal of Sleep Research 2020

 

PRZECZYTAJ TEŻ:


Skomentuj

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.