Neurofizjologia empatii

“Ojej, współczuję!” mówimy, kiedy jest nam przykro z powodu cierpienia innej osoby. Z jakiegoś powodu jesteśmy w stanie nie tylko zaobserwować u niej emocje, ale też umiemy postawić się w jej sytuacji i faktycznie odczuwać to samo. Rodzice uczą nas tego już od najmłodszych lat (“Pomyśl, jak ty byś się czuł, gdyby to ciebie ktoś przezywał”). Dzięki tej zdolności łatwiej jest nam nawiązywać kontakty i utrzymywać znajomości. Jest ona też kluczowa dla czerpania przyjemności z oglądania pełnych różnorodnych emocji filmów czy sztuk teatralnych, jako że pozwala nam “wczuć się” w postacie bohaterów. Chodzi oczywiście o empatię.

Co to jest i po co nam empatia?

Tak naprawdę definicji empatii jest mnóstwo. W każdej jednak chodzi o to, żeby rozpoznawać uczucia drugiej osoby i w pewnym stopniu samemu ich doświadczać. Na pewno też nie jest to, jak niekiedy się upraszcza, umiejętność czytania w myślach. Samo pojęcie “empatia” pochodzi zaś z języka greckiego i powstało z połączenia słów en – “w co” i pathos – “cierpienie”. Wynikałoby z tego – oraz z kontekstu, w jakim zazwyczaj używamy tego pojęcia – że dotyczy ono właśnie podzielania czyjegoś nieszczęścia. Ale współdzielić można także pozytywne uczucia, takie jak radość.

Naukowcy są zdania, że pierwotnie mechanizm empatii służył wsparciu więzi między matką a dzieckiem. Wykształcił się on u ssaków, które dużo czasu i energii poświęcają opiece nad potomstwem. Najwyraźniej sprawdził się, gdyż bardziej empatyczni rodzice mogli być też bardziej opiekuńczy, a to znacznie zwiększyło szanse ich dzieci na przetrwanie i przekazanie swoich genów (czyli także genów rodziców) następnym pokoleniom. Być może z czasem okazało się, że ten sam system może mieć więcej zastosowań, np. przy dobieraniu się w pary, a wśród zwierząt stadnych także w interakcjach społecznych.

Znaczenie empatii najłatwiej docenić, obserwując to, co dzieje się, kiedy pojawiają się jej zaburzenia. Przykładem może być zespół Aspergera, należący do spektrum autyzmu. Osoby, u których występuje często są bardzo inteligentne i zostają specjalistami w swoich dziedzinach. Jednak mają one ogromne trudności w relacjach interpersonalnych. Emocje, także ich własne, są bowiem dla nich czymś bardzo chaotycznym i trudnym do zrozumienia. Mają spore kłopoty z ich wyrażaniem, nie mówiąc już o wyobrażeniu sobie, jak może czuć się ktoś inny. Z tego względu często bywają postrzegane przez otoczenie jako pozbawione uczuć, nieczułe i aroganckie. Tego, co inne dzieci przyswajają instynktownie, obserwując i naśladując rodziców, osoby z aspergerem muszą się nauczyć poprzez analizę intelektualną. Do rzeczy tych należy mimika, gesty, zasady towarzyskie, znaczenie niektórych metafor, a także fakt, że np. strach czy ból dla innych ludzi są tak samo nieprzyjemne, jak dla nich.

Czy tylko ludzie wykazują empatię?

Zdolność do empatii jest cechą ludzką, to nie ulega wątpliwości. Można wręcz powiedzieć, że na niej zbudowane jest całe nasze życie społeczne. Mogłoby się wydawać, że umiejętność postawienia się w sytuacji innej osoby wymaga wykonywania bardzo skomplikowanych operacji umysłowych, więc może być dostępna jedynie nam, ludziom. To czyniłoby z nas istoty szlachetne, niezwykle uduchowione i wyjątkowe.

Odkrycia archeologów świadczą o tym, że zachowania, które utożsamiamy z empatią wykazywały też inne hominidy. W Iraku odnaleziono szkielet neandertalskiego mężczyzny, który sam w żaden sposób nie mógłby sobie poradzić w życiu – miał zdeformowaną stopę, połamaną i niewładną rękę i nie widział na jedno oko. W takim stanie przetrwał 20 lat. Byłoby to niemożliwe, gdyby nie pomagała mu grupa, wśród której żył. Dlaczego zaś inni mieliby ponosić koszty jego żywienia i bronić go przed atakami drapieżników lub innych, wrogich grup? Wygląda na to, że jedynie z powodu empatii. Z tego samego okresu, czyli sprzed 500-400 tys. lat pochodzą znaleziska, które świadczą o tym, że zarówno neandertalczycy, jak i Homo heidelbergensis opiekowali się rannymi i chorymi. Dzieciństwo naszych przodków, podobnie jak nasze, trwało stosunkowo długo i wiązało się z koniecznością opieki ze strony starszych członków grupy. Przykładem może być szkielet dziecka z wrodzonym niedorozwojem mózgu, które z pewnością było znacznie mniej samodzielne niż rówieśnicy, a mimo to dożyło 5-6 lat. Ale i żyjący ok. 1,8 mln lat temu Homo erectus musiał być stworzeniem empatycznym, o czym świadczą ślady wskazujące na specjalne traktowanie zmarłych i urządzanie swoistych pogrzebów.

Z dowodów wynika niezbicie: empatia jest tak stara jak ludzie. A może nawet jeszcze starsza? Wygląda na to, że wykazywali ją już wspólni przodkowie ludzi i małp człekokształtnych. Skąd to wiadomo? Stąd, że szympansy i goryle też zachowują się jak istoty współczujące. Spektakularny dowód miał miejsce w zoo w Chicago 1996 roku: gdy trzyletni chłopiec wpadł na wybieg goryli i stracił przytomność uderzając o beton, duża gorylica delikatnie podniosła go, spróbowała ocucić zanurzając na chwilę w wodzie, a następnie przeniosła do drzwi, którymi zwykle wchodzili pracownicy obsługi. Innym razem szympansica, która jako jedyna z grupy dostała od opiekunów przekąskę, wręcz domagała się, żeby dać smakołyki także pozostałym małpom i nie zaczęła jeść, zanim jej postulat nie został spełniony. Wspomnijmy też o zachowaniu matek-marmozet, które przychodzą z pomocą swoim dzieciom, gdy słyszą, że zabawa staje się zbyt brutalna.

Ale nie tylko zachowanie naczelnych wybiega poza schemat tego, co zazwyczaj kojarzymy ze “zwierzęcymi zachowaniami”. Znane są przypadki, gdy delfiny podtrzymują na grzbietach tonących ludzi, pomagając im unosić się na powierzchni wody. Wiadomo, że te wodne ssaki regularnie wspomagają się w ten sposób. Niejednokrotnie opisywane sytuacje, gdy ratowany w ten sposób delfin dawno był już martwy. Co więcej – inne osobniki nie pozwalały ludziom zabrać jego ciała. Inny przykład? W latach 60. XX wieku na afrykańskiej sawannie zaobserwowano niecodzienną parę: antylopie gnu wszędzie towarzyszyła zebra opierająca głowę na jej zadzie. Okazało się, że zebra była niewidoma i tylko dzięki współpracy z gnu była w stanie znaleźć pożywienie i wodę. Przypadek także z Afryki: samica lamparta upolowała ciężarną samicę pawiana. Gdy niosła ją w zębach, wypadło z niej młode. Lamparcica zaniosła je na drzewo i wylizywała, opiekując się nim zamiast zjeść. Wprawdzie pawianiątko umarło po dwóch dniach, bo przybrana mama nie mogła nakarmić go mlekiem, ale to i tak robi wrażenie.

A jak to jest z altruizmem?

Wygląda na to, że wszystkie zwierzęta uważane za inteligentne są też obdarzone empatią. Łatwo przyjąć do wiadomości, że wykazują ją małpy – w końcu są prawie jak ludzie. Samice wobec młodych, nawet innych gatunków? Cóż, może jakiś lekko skrzywiony instynkt macierzyński. Delfiny? Po prostu są bardzo sympatyczne. Z tego wszystkiego najbardziej chyba dziwi zachowanie antylopy gnu. Przecież niewidoma towarzyszka musiała dla niej być ciężarem. Może nie podczas spokojnej przechadzki po sawannie i skubaniu trawy, ale podczas ataku drapieżnika?

A to nie jedyny przypadek, kiedy zwierzęta zachowują się zupełnie nie jak zwierzęta. Szympansy często dzielą się ze stadem mięsem, gdy uda im się coś upolować. Wampiry nietoperze zwracają część zdobytego podczas nocnych łowów pokarmu i oddają go głodnym osobnikom, wiszącym obok nich w jaskini, w której spędzają dzień. W ten sposób ratują sobie wzajemnie życie, bo bez jedzenia nie przetrwają dłużej niż trzy doby. Byłoby to zrozumiałe, gdyby pomagały w ten sposób tylko krewnym (w końcu wspólne geny), ale one robią to nawet, jeśli sąsiad nie jest z nimi spokrewniony.

To już nawet nie empatia, ale wręcz altruizm. Czyli – ktoś ponosi osobiste koszty, aby pomóc drugiemu. Wydaje się, że takie podejście jest typowe wyłącznie dla ludzi, a w świecie zwierząt mają szansę przetrwać tylko najsilniejsi i najlepiej przystosowani. Istotnie, trudno uwierzyć, że jakikolwiek organizm robi coś, co nie przyniosłoby mu kompletnie żadnych korzyści. Dlatego też naukowcy nawet nie biorą tego pod uwagę i starają się wyjaśnić motywy działania zwierząt (a przy tym także ludzi). Zaproponowali więc podział altruizmu na kilka rodzajów. Jednym z nich jest altruizm krewniaczy. Ten akurat nie budzi najmniejszych wątpliwości – pomaganie osobnikom spokrewnionym to koniec końców dbanie o własne geny, nawet jeśli u kuzynów są w jakimś stopniu “rozcieńczone”. Znamy to z własnego życia, przecież odmowa pomocy rodzinie niejednokrotnie traktowana jest jak przestępstwo.

Mamy też altruizm odwzajemniony. W tym przypadku właściwie trudno mówić o bezinteresowności, bo polega on na tym, że pomagając liczymy jednak na to, że w przyszłości i nam zostanie oddana podobna przysługa. I takie podejście jest nam dobrze znane (dzisiaj ja tobie pomagam, a kiedyś też mogę znaleźć się w takiej sytuacji i wtedy ty mi pomożesz). Obserwując nietoperze wampiry, naukowcy doszli do wniosku, że chętniej dzielą się one z tymi osobnikami, od których same kiedyś dostały pokarm. Podobnie rzecz ma się z iskaniem u małp. Oczywiście, zarówno szympans wyszukujący pasożytów w czyimś futrze, jak i nietoperz karmiący sąsiada nie może być w stu procentach pewien, że doczeka się wzajemności. Buduje jednak w taki sposób swoją reputację. Inni członkowie stada obserwują go i w przyszłości mogą być bardziej skłonni wyświadczyć mu przysługę.

Jak działa empatia?

Klucz do zrozumienia empatii odkryto na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Badano wówczas, jak zachowuje się mózg małpy podczas obserwowania złożonych czynności wykonywanych przez inną małpę. Okazało się, że pobudzona jest wówczas grupa neuronów, aktywna także wtedy, gdy sama małpa wykonuje te same czynności. Komórki te zostały nazwane neuronami lustrzanymi. Dalsze badania pozwoliły stwierdzić, że znajdują się one również u ludzi. Zaobserwowano, że dzięki nim mózg niejako symuluje czynności, na które patrzymy – pobudzane są neurony, które uaktywniłyby się, gdybyśmy sami je wykonywali, ale nie na tyle, żeby faktycznie wywołać ruch. Prawdopodobnie to te komórki pozwalają nam uczyć się poprzez naśladowanie, ale również komunikować się i rozpoznawać emocje innych osób.

Wydaje się, że neurony lustrzane związane są przede wszystkim z funkcjami ruchowymi. Udowodniono jednak, że mają także duże znaczenie dla rozpoznawania (i być może unikania w przyszłości) bólu, gdy obserwujemy go u innych. W jednym z doświadczeń za pomocą elektrody umieszczonej na ręce aplikowano ochotnikom bolesny impuls elektryczny. Następnie ci sami ochotnicy widzieli, jak elektroda zakładana jest innej osobie i jak reaguje ona na porażenie prądem. W obu tych sytuacjach aktywne były niemal te same obszary mózgu – z tą różnicą, że obserwowaniu bólu nie towarzyszyło pobudzenie kory czuciowej, odbierającej bodźce z poszczególnych części ciała. Jednak w innym badaniu, przeprowadzonym z wykorzystaniem przezczaszkowej stymulacji magnetycznej (TMS), udowodniono, że empatia może sięgać o krok dalej – gdy ochotnicy skupiali uwagę na miejscach, w które wbijano igłę w dłonie innych osób, te same mięśnie u nich miały osłabioną pobudliwość na impulsy związane z TMS.

W jaki sposób neurony, które umożliwiają naśladowanie ruchów dają nam pojęcie o tym, co może czuć druga osoba? My – ludzie – mamy w zwyczaju reagować na emocje odpowiednią mimiką, postawą ciała i gestami. Gdy obserwujemy drugą osobę, nasz mózg niejako naśladuje aktywność jej mózgu, nawet jeśli tylko w zakresie tych konkretnych ruchów. Są to pewne wzorce, które może przeanalizować i dopasować do tego, co zazwyczaj dzieje się w naszym organizmie, kiedy się pojawiają. A skoro my, mając taką minę, czujemy smutek, strach czy radość, to zachodzi duże prawdopodobieństwo, że to samo odczuwa inny przedstawiciel naszego gatunku.

W tych skomplikowanych operacjach biorą udział także inne struktury: drugorzędowa kora czuciowa (do której należy wstępna obróbka informacji o bodźcach dotykowych), wyspa i zakręt obręczy (należące do układu limbicznego, a więc silnie związane z emocjami) oraz ciało migdałowate (aktywujące się przede wszystkim wtedy, gdy czujemy strach lub wstręt). Dzięki nim mamy swoisty wgląd w uczucia innych osób. Natomiast używając płata czołowego, możemy przewidzieć, oczywiście tylko do pewnego stopnia, także ich myśli. Przez naukowców jest to określane “posiadaniem teorii umysłu”, potocznie zaś – czytaniem w myślach, choć takie przewidywanie, co ktoś może pomyśleć nie ma wiele wspólnego z jasnowidzeniem.

Kto jest bardziej empatyczny?

Obiegowa opinia głosi, że kobiety są bardziej empatyczne od mężczyzn. Podobno jest to przystosowanie do opieki nad małymi dziećmi, gdyż umiejętność trafnej oceny ich potrzeb jest kluczowa dla zwiększenia szans potomstwa na przeżycie. Niektóre wyniki badań naukowych świadczą o tym, że w damskich mózgach znajduje się więcej neuronów lustrzanych niż w męskich. Jednak istniejące dowody nie są wystarczające, aby to potwierdzić. Duża część naukowców jest zdania, że u obu płci odsetek tych komórek wynosi 20%.

Skłonność do empatii może być uwarunkowana genetycznie. Potwierdzono to wprawdzie u myszy, ale jeśli chodzi o mechanizmy rządzące tym zjawiskiem, nie ma wielkiej różnicy między nami a tymi zwierzętami. Choć z pewnością zidentyfikowany gen, nazywany Nrxn3, nie jest jedynym, który odpowiada za zdolność do współodczuwania, na pewno ma bardzo duże znaczenie. Poziom kodowanego przez nie białka jest proporcjonalny do ilości GABA uwalnianej z neuronów, które kontrolują aktywność obszarów mózgu odpowiedzialnych za empatię. GABA to główny neuroprzekaźnik hamujący. Im większa jego ilość, tym słabsze jest pobudzenie komórek nerwowych, na które oddziałuje. Stąd też wniosek, że wysoki poziom ekspresji genu Nrxn3 (a więc i kodowanego przez nie białka) wiąże się ze słabszą empatią. Istotnie – myszy, u których gen ten był uszkodzony i owego białka brakowało, znacznie silniej reagowały na emocje innych osobników, szczególnie na strach.

Jednak można zauważyć pewne różnice między płciami, jeśli chodzi o empatię. Badacze chcieli sprawdzić, jaki wpływ ma nań sympatia bądź antypatia żywiona do danej osoby. W tym celu ochotnicy najpierw grali w grę pieniężną z osobami, które, współpracując z organizatorami, zachowywały się uczciwie i stanowiły partnerów godnych zaufania, albo też przeciwnie – oszukiwały, były nielojalne i narażały ochotników na straty. Założenie tej części eksperymentu polegało na tym, że uczciwi gracze powinni być lubiani bardziej, a nieuczciwi mniej. Następnie badani obserwowali, jak ich partnerom zadawany jest ból, a naukowcy przyglądali się aktywności ich mózgów za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI). Zaskakujące dla organizatorów było to, że ich założenie (że bardziej współczujemy tym, których lubimy) sprawdziło się tylko w odniesieniu do mężczyzn. W mózgach kobiet obszary związane ze współodczuwaniem były aktywne niezależnie od wcześniejszych doświadczeń i przykrości doznanych za sprawą danej osoby. Panowie natomiast nie tylko nie wykazywali empatii wobec nieuczciwych partnerów, ale wręcz czerpali przyjemność z obserwowania ich cierpienia, na co wskazywała aktywność ich układu nagrody. Podobne wyniki otrzymano w innym eksperymencie, gdy mężczyźni sami wymierzali karę osobom nieuczciwym wobec nich.

Dlaczego jesteśmy altruistyczni?

Jeśli już mowa o układzie nagrody, warto ostatecznie rozprawić się z poglądem, iż altruizm nie przynosi nam żadnych korzyści. Naukowcy od dawna zastanawiają się, jakim cudem mogła utrzymać się cecha, która właściwie nie pomaga przetrwać, a często wiąże się też z ponoszeniem pewnych kosztów. Jednak nawet działanie na korzyść grupy i mglista perspektywa uzyskania wzajemnej przysługi w przyszłości nie wyjaśniają, dlaczego właściwie jesteśmy skłonni pomagać innym.

Istnieją jednak bezpośrednie dowody wskazujące na to, że bycie altruistą jest po prostu przyjemne. Naukowcy udowodnili to, badając aktywność mózgów ochotników grających w “Dylemat Więźnia”. Gra ta polega na tym, że dwie odseparowane od siebie osoby muszą zdecydować czy zeznawać, obciążając “wspólnika przestępstwa”, czy też milczeć. Jeśli jedna z nich będzie współpracować z “policją”, wyjdzie na wolność, a druga trafi do więzienia na 10 lat. Jeśli obie będą milczeć, odsiedzą tylko 6 miesięcy za inne wykroczenia. Jeśli natomiast obie złożą zeznania, każda z nich otrzyma pięcioletni wyrok. Postawa altruistyczna w tym przypadku polega na nie składaniu zeznań obciążających partnera. Ponieważ jednak nie ma gwarancji, że postąpi on tak samo, jednocześnie jest to strategia najbardziej ryzykowna. Niemniej jednak badanie fMRI ujawniło, że podejmowaniu takiej właśnie decyzji zawsze towarzyszyło pobudzenie układu nagrody, a więc odczuwanie przyjemności.

Niektórzy są zdania, że dawanie prezentów przynosi tyle samo radości, co ich dostawanie. Naukowcy sprawdzili i to: obserwowali mózgi ochotników otrzymujących pewne kwoty pieniędzy lub przekazujących je na dowolne cele charytatywne. W obu przypadkach pobudzeniu ulegały te same obszary wchodzące w skład układu nagrody. Natomiast gdy badany decydował o przeznaczeniu funduszy na wsparcie działań akcji na celu przeciwstawienie się działalności charytatywnej, reakcja mózgu była krańcowo inna – pobudzenie obserwowano w miejscach związanych z odczuwaniem gniewu i moralnego zdegustowania.

Empatia rodzi agresję?

Wygląda na to, że jesteśmy z natury dobrzy. Nasze mózgi są zaprogramowane do tego, żeby sobie pomagać i nie krzywdzić się wzajemnie. Jak zatem wytłumaczyć naszą (ludzką) skłonność do wymierzania kar, niekiedy bardzo surowych, z odebraniem winowajcy życia włącznie?

Naukowcy są zdania, że wynika ona z tego, które obszary mózgu są w danym momencie aktywowane. W przypadku odczuwania zarówno empatii, jak i agresji, są to te same struktury: ciało migdałowate, układ limbiczny i kora przedczołowa. Dalej – jeśli przyjmiemy, że empatia pierwotnie powstała po to, żeby ułatwić rodzicom opiekę nad dziećmi, zrozumiemy, że wcale nie jest ona tak bardzo oddalona od agresji. U wielu gatunków zwierząt samice stają się niezwykle wojownicze, gdy mają młode. Niejednokrotnie obserwuje się to nawet u domowych pupili, takich jak psy czy koty, które normalnie są potulnymi pieszczochami. Powszechnie też wiadomo, że należy omijać szerokim łukiem np. lochę z grupą warchlaków. To właśnie empatia wobec dzieci jest źródłem agresji wobec każdej istoty, która je krzywdzi lub mogłaby skrzywdzić.

Być może w toku ewolucji mechanizm ten uległ pewnemu rozszerzeniu i obecnie obejmuje nie tylko własne dzieci czy najbliższą rodzinę, ale także pozostałych członków społeczeństwa, w którym żyjemy. Dlatego gdy ktoś wyrządza krzywdę drugiej osobie, a często też zwierzęciu, współodczuwanie z ofiarą rodzi w nas potrzebę bronienia jej, co przekształca się w agresję skierowaną przeciwko oprawcy. Warto też przypomnieć, że procesowi wymierzania kary towarzyszy – zwłaszcza u mężczyzn – aktywacja układu nagrody, a więc odczuwanie przyjemności. Na pierwszy rzut oka nijak ma się to do empatii i altruizmu, ale sytuacja ulega zmianie, jeśli przyjrzymy się dokładniej temu zjawisku. Wymierzenie kary osobnikowi krzywdzącemu innego członka stada czy społeczeństwa może wiązać się z wystawieniem się na zagrożenie utraty zdrowia, a nawet życia. Jednocześnie agresja skierowana przeciwko niesubordynowanemu członkowi grupy może sprawić, że w przyszłości powstrzyma się on przed łamaniem zasad i krzywdzeniem innych. Mamy więc do czynienia z formą altruizmu, gdyż wymierzenie kary, choć może być ryzykowne, działa na korzyść grupy.

Jak działa mózg psychopaty?

Ludzie, którzy kompletnie nie przejmują się uczuciami innych często budzą zarówno lęk, jak i fascynację. Nie lubią trzymać się zasad, mają kłopoty z dyscypliną, trudno przychodzi im uczenie się z doświadczenia, są impulsywni, nie odczuwają poczucia winy, mają kłopoty z interakcjami społecznymi i nie wiążą się emocjonalnie z innymi ludźmi. Jednocześnie mają dużo uroku, robią na swoim otoczeniu dobre wrażenie i wzbudzają zaufanie, a przez to są sprawnymi manipulatorami.

Wszystko to dlatego, że ich zdolność do odczuwania emocji – własnych, a co dopiero innych osób – jest obniżona. Naukowcy wykazali, że aktywność ich ciała migdałowatego i generalnie układu limbicznego jest niższa niż u reszty populacji. Ponadto mniejsza jest liczba włókien nerwowych łącząca ciało migdałowate z neuronami kory przedczołowej, związanej z intelektualnym przetwarzaniem danych. Silne pobudzenie ciała migdałowatego sprawia, że czujemy strach. Towarzyszy mu przerażony wyraz twarzy (który możemy łatwo zinterpretować u innych, gdyż jest to dla nas sygnałem, że powinniśmy zachować czujność, bo też możemy być zagrożeni), a sytuacja, w której nastąpiło często na długo zapada nam w pamięć. Zaburzenia funkcjonowania tej struktury mogą więc tłumaczyć, dlaczego psychopaci mają trudności z uczeniem się na własnych błędach i często ponownie popełniają te same czyny mimo, iż wcześniej zostali za nie ukarani.

Powszechna jest opinia, że psychopaci w ogóle nie znają emocji i nie potrafią ich rozpoznawać u innych. Częściowo znalazło to potwierdzenie w wynikach badań – aktywność ciała migdałowatego jest u nich podobna niezależnie od tego czy patrzą oni na twarze neutralne, czy wyrażające złość lub strach. U “normalnych” ludzi w ostatnim przypadku struktura ta powinna być najbardziej pobudzona. Zaobserwowano też, że u psychopatów koordynacja między neuronami kory przedczołowej a ciała migdałowatego jest znacznie słabsza. Jednak są oni w stanie zauważyć, jakie emocje odczuwa drugi człowiek, jeśli się tego nauczą. Pod tym względem można porównać ich do daltonistów – pojęcia kolorów czerwonego i zielonego są dla nich abstrakcją, ale mimo to są oni w stanie korzystać z sygnalizacji świetlnej. Tak samo psychopaci – choć nie są w stanie właściwie “odczuć” emocji drugiej osoby, potrafią je właściwie ocenić i na nie zareagować.

Prawdopodobnie ok. 1% wszystkich ludzi na świecie to psychopaci. Oczywiście, nie oznacza to, że tyle właśnie jest okrutnych seryjnych morderców. Przekonał się o tych choćby badający funkcjonowanie mózgu u osób “normalnych” i psychopatów psychiatra James Fallon – okazało się, że jego mózg działa w sposób charakterystyczny dla tej drugiej grupy. Mimo to żyje jako przykładny mąż i ojciec i nigdy nie dopuścił się zabójstwa. W rzeczywistości wiele osób, których mózgi wykazują schematy aktywności typowe dla psychopatii są zupełnie normalne, choć mogą przejawiać w zachowaniu pewien chłód i impulsywność.

Empatia podstawą życia społecznego?

Wyniki pracy wielu badaczy wskazują na to, że empatia istotnie stanowi podstawę współpracy między poszczególnymi osobnikami w stadzie, ponieważ sprawia, że chętnie opiekujemy się tymi, którzy mają się gorzej. W ostatecznym rozrachunku przyczynia się więc do tego, że grupa jest silniejsza niż w przypadku, gdyby każdy dbał tylko o siebie. Sprawia ona także, że dwa razy zastanowimy się, zanim kogoś skrzywdzimy. I choć wydaje się, że ten mechanizm nie do końca działa tak jak powinien – bo w końcu w więzieniach jest pełno osób odsiadujących wyrok za pobicie czy morderstwo – to spróbujmy sobie wyobrazić, jak bardzo nie do zniesienia byłoby życie na świecie, w którym w ogóle nie byłoby empatii. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w ogóle by nas na nim nie było, bo nasi rodzice nie mieliby motywacji, żeby się nami opiekować. Poza tym, to przecież właśnie empatia skłania nas do wymierzenia kary temu, kto skrzywdził innego członka społeczności. Dzięki niej jesteśmy też życzliwi i mili dla siebie wzajemnie, a czy przez to świat nie wydaje się dużo przyjemniejszym miejscem?

PRZECZYTAJ TEŻ:


Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.